Marzenie - Rozdział 11


W momencie jego przebudzenia była ciemna noc. Z początku rozgwieżdżone niebo zaskoczyło go i starał sobie przypomnieć, co się z nim wcześniej działo, chwilę później jednak wszystko już wiedział. Wzbił się ponad drzewa i popatrzył na rozszczepioną przez siebie wyspę.
„Czemu… Jak to w ogóle możliwe?”
Jego dusza była jak poduszka wypełniona czymś gęstym, a jednocześnie lekkim. Strach był zagłuszony poczuciem bezpieczeństwa i równowagi.
Nie wiedział czy faktycznie przybędą, ale to oznaczałoby wyjaśnienie ostatnich wydarzeń i odpowiedzi, których potrzebował.
Postanowił się jeszcze przespać i obniżył się do wysokości kilku metrów nad ziemią, rozłożył się i oddał się objęciom snu, z którego wyrwał go dopiero głos mistrzyni Ikarii:
- Spokój! Przyjaciele!
Otworzył oczy i zobaczył mistrzów i uczniów otoczonych przez grupę ciemnolicych mężczyzn. Natychmiastowo serce zabiło mu prędzej i podleciał do nich.
- Mawio! – Uradowała się Roska.
- Cieszę się, że nic ci nie jest! – Odezwał się do niego Alan.
- Cieszę się, że wszyscy jesteście cali. – Odezwał się do nich zalewając się ciepłym uśmiechem. Po czym zwrócił się do obcych patrzących wtedy na niego. – Skąd przyszliście?
- Drugi biegun! – Odezwał się jeden pokazując palcem na latającego chłopaka, a pozostali pokiwali głowami.
- Drugi biegun, drugi biegun. – Powtarzali między sobą.
Mieli czerwone ślady pod oczami, a ubrani byli w suknie z brązowego materiału. Jedni z długimi czarnymi jak smoła włosami, inni całkiem łysi. Mieli duże oczy i zarost na twarzach. Wyglądali jak ludzie, tylko mieli inne rysy i ich karnacja była znacznie ciemniejsza. Mawio doskonale wiedział, że ich wygląd nie może być przypadkowy.
- Fingeteo! – Powiedział jeden z nich wskazując na nietypową łódź przy brzegu latającej wyspy na której się znajdowali. Pokazał palcami chodzące nogi.
- Przybyli tą łódką? – Zapytał mistrz Terros.
- Nie wiem, chyba tak. – Odpowiedział niepewnie Mawio.
- Seror o betaliana Fingeteo. – Powiedział powoli mężczyzna i jego towarzysze poszli do rzeczonej łodzi. – Rewer verm lkap.
- Nic nie rozumiem. – Stwierdziła Ikaria.
- Ja też. – Zgodziła się z nią mistrzyni Taqua.
Zaraz po tym mężczyzna podbiegł do łodzi swoich kompanów i wspólnie odpłynęli machając do nich rękami.
- Chyba chcą żebyśmy za nimi podążali. – Stwierdził mistrz Eddi.
- Co robimy? – Spytała mistrzyni Aapona.
- Spróbujemy? – Zwróciła się do uczniów mistrzyni Ikaria.
- Nie byli uzbrojeni. – Zauważyła Jeda. – Myślę, że jeśli chcieliby nas skrzywdzić to by już to zrobili.
- Ma rację. – Stwierdziła Minara.
- Jesteście odważniejsze ode mnie. – Parsknęła śmiechem mistrzyni Freska.
- To jak robimy? – Zapytała mistrzyni Cikka.
- Spróbujmy. – Poprosiła uprzejmie Jeda.
- Mawio? – Zwrócił się do niego jego mentor. – Czy dasz radę ruszyć wyspą za nimi?
- Mistrzu? – Zdziwił się chłopak. – Nie ma takiej opcji, jest za duża!
- Nie dasz rady? – Spytał go raz jeszcze jakby niedowierzając.
Mawio pomyślał o swoim śnie i o wizji gdy dotknął ziemi. Zrobiło mu się niedobrze, ale tylko na jeden moment. Gdy to uczucie ustąpiło zalał go strumień gorącej, wibrującej wewnątrz niego energii. Jego dusza niesamowicie urosła. Czuł ją jak pełny brzuch po sytym obiedzie.
Z oporem, ale jednak sukcesywnie, wyspa ruszyła się w stronę odpływającej od niej łodzi z nieznajomymi.
- Niebywałe… - Uniosła brwi zdumiona Werna.
- Brawo, Mawio! – Zaklaskała radośnie Greta.
- Mówiłem, że sobie poradzi? – Splótł ręce na klatce piersiowej dumny z siebie mistrz Terros.
- Skąd wiedziałeś? – Zmarszczyła czoło mistrzyni Ewa.
- Po tym tygodniu on mnie już niczym nie zaskoczy. – Uśmiechnął się.
Uczniowie wiwatowali, a Mawio wciąż skupiony na swoich wspomnieniach popychał wyspą uśmiechając się w odpowiedzi na ich rozmowy.
Płynęli tak najbliższe godziny, a przybysze co jakiś czas krzyczeli do nich coś niezrozumiałego.
- Jak my się z nimi dogadamy? – Myślał na głos mistrz Levon.
- Na migi? – Zaproponowała Naya.
Sternik Radosnej Wyspy co raz był odwiedzany przez któregoś z uczniów i zagadywany.
- Ale jestem głodny… - Westchnął Mawio.
- Nakarmić cię? – Zainteresowała się Roska. – Martwiłam się o ciebie tak, że nawet pojęcia nie masz.
- Kochana jesteś. – Stwierdził uśmiechając się.
- Dobrze ci idzie, Mawio. – Stwierdziła Greta, podchodząc do niego. – Może coś na wzmocnienie? – Pomachała mu brwiami porozumiewawczo.
- Miał zostać dla ciebie. – Odpowiedział jej. – Moja dusza jest opasła jak świnia.
- Domyślam się! Przesuwasz całą wyspę, rozmawiasz z nami i jeszcze znajdujesz miejsce by w międzyczasie narzekać na to, że jesteś głodny.
- Ciesz się, że nie chce mi się sikać.
- W tym ci już nie pomogę. – Zaśmiała się głośno. – Masz, jedz. – Wepchnęła mu karmelowego cukierka w usta.
- Co jest, dziewczyny? - Podszedł do nich Rid. – Dokarmiamy, Mawia?
- Tak, bo Ewstachiusz i Petter już zjedli, więc zostało nam ostatnie głodne zwierzątko. – Odparła ironicznie Greta.
- Czyli nazywa się Petter! – Mruknął Mawio smakując karmelowej rozkoszy. – Czekałem aż zdradzisz jego imię.
- A ja czekałam aż sam się wam przedstawi, ale widocznie nie zasłużyliście. – Uśmiechnęła się do nich zadziornie.
- Moja śpiąca królewna obudziła się i teraz jest kulturystką. – Podszedł do nich Alan. – No proszę! Ale jakoś nie wątpiłem w ciebie, że jakimś cudem pchniesz tego fruwającego giganta.
- To miło z twojej strony. – Ucieszył się Mawio. – Teraz możesz przynieść mi śniadanie.
- JA?
- No skoro jestem królewną, to ty możesz być moim lokajem.
- Teraz to żeś dowalił! – Parsknął śmiechem Alan. – A niech ci będzie, skocze ci po coś.
- Chcę jabłuszko. – Szepnął rozkosznie. – Tylko obierz mi skórkę.
Alan wybuchnął śmiechem i odszedł od nich mijając kolejnych uczniów.
- Jak się masz, Mawio? – Spytał Hin.
- Bywało lepiej, ale jak zjem i zachce mi się skoczyć na stronę to będę musiał nas na chwilę zatrzymać.
- Tylko nie w krzaki. – Nieśmiało zakazał mu Hin.
- Jesteście paskudni. – Stwierdziła Roska i uciekła machając rękami jakby odganiając od siebie stado much.
- Naya się za tobą wstawiła. – Wyznała Mawiowi, Klarisa. – Sofia powiedziała, że Alan jej powiedział, że ktoś po ciebie przybędzie. Sądziła, że miałeś na myśli troglodytów z którymi jesteś w zmowie.
- Szkoda, że nie wspomniał jej jak się wygłupiał kiedy tu przypłynęliśmy po liany. – Parsknął. – Ale Naya? No proszę… Strasznie mnie to dziwi, a zarazem cieszy.
- Swoją drogą… - Szepnął Hin. – Słyszałem od mojej mistrzyni, że dziś lub jutro będą przymierzać się do wznowienia nam szkoleń.
- Co ty mówisz? – Zdziwiła się Greta. – To fantastyczna wiadomość!
- Ale jeszcze nie potwierdzona. – Dodał.
- A ja wczoraj słyszałam, że Werna chce z nami wspólnie pośpiewać. – Podzieliła się z nimi Klarisa.
- Jak na zielonej szkole. – Ocenił Rid.

- Czy wiecie… - Zwrócił się do nich Hin z krzywym uśmiechem. - …że mimo iż mam, tak jak wy całe trzynaście lat, nigdy w życiu nie byłem na żadnym obozie?

Komentarze