*Broken*

Coś bym napisał. Chciałbym, ale za bardzo nie wiem nawet co.
Stoję w obliczu sytuacji, które wyrwały ze mnie życie. Albo wyrwały mnie z życia.

Jako, że ten blog to "wywody" to mogę się tu czasem pożalić na rzeczywistość w formie niesprecyzowanej i bliżej niezdefiniowanej. 
Powiem Ci, kimkolwiek jesteś. że jestem gdzieś poza wszelkimi skalami w których mierze swój świat. Mam skale do wszystkiego- do smutku, radości, głodu, upojenia alkoholowego. Ale nie umiem umieścić się w żadnej skali. Miarki się połamały, a termometry potłukły. 
Jedyne co mogę określić to ciężar na ostatniej działającej wadze. I czuję, że ciężar całego mojego świata przygniata mnie z taką siłą, że ledwo oddycham.

Teraz pożalę się na stronę duchową:
Bóg przygotował mnie na wiele sytuacji w tym roku. Pomagałem ludziom, radziłem im i wspierałem. Zatraciłem fundusze i dusze. Zatraciłem całego siebie w warszawskiej gonitwie cieni zwanych niekiedy ludźmi. Bóg wyciągnął mnie ze starych dołów. Za jego sprawą zakończyłem spory i konflikty. Choć nie wszystkie, ale jednak.
Pokazał mi jak silny jestem, gdy tylko chcę. Czy teraz chcę? Sam nie wiem. Pewnie nie i pewnie to dlatego jest tak źle...

Teraz będę się pastwić nad otoczeniem:
Odeszła jedna osoba. Potem odeszła inna ia odeszła inaczej. A potem wszyscy zniknęli dla mnie. Jestem tylko ja. Ja, ten ciężar, jakieś uliczne męty i... mój prywatny podrywacz. Poza mną i nim nie ma w mojej głowie nikogo i niczego. (Tylko trup.) 
{Czasem myślę o tym, że dróg jest wiele. Ale ja zszedłem z każdej możliwej drogi i tułam się w ciemności po wertepach. Wtem przychodzi on, cudowny niczym słońce rozświetla wszystko i mam wrażenie, że mogę iść teraz gdziekolwiek. Że drogi są wszędzie, nawet tam gdzie ich nie ma. Ale nie idę nigdzie, bo on jest tak niesamowity, że aż mnie paraliżuje z zachwytu. Potem gaśnie i znów jestem nigdzie. Mam przy sobie latarkę, ale nie chcę jej zapalać. Nie mam na to siły.}
Czasem tylko jego rzeczywistość koliduje ze mną i uświadamiam sobie, że też mam swoje życie gdzieś... Ale zgubiłem je i nie chce go szukać. Obraziłem się na moje życie na śmierć. Paradoksalnie i zupełnie szczerze.

Teraz przejdę dalej 
Myślałem o śmierci. Przestałem o niej myśleć i teraz wiem, że to dlatego, że faktycznie już nie żyję. Umarłem. Gdzieś w środku już umarłem, a teraz zwyczajnie się rozkładam. Osiągnąłem zwątpienie w swoje siły. Najpierw doszedłem do wniosku, że nie jestem nieomylny, a dziś doszedłem do wniosku, że nie jestem nieśmiertelny. Bo jak już mówiłem- w środku nic już ze mnie nie zostało. Ktoś mnie próbuje ożywić elektrowstrząsami, ale ja zwyczajnie nie chcę. Ja już nie chcę.
Wołałbym o pomoc, ale boję się usłyszeć swój krzyk. Boję się też z jednej strony, że faktycznie ktoś go usłyszy i coś się zacznie zmieniać. Znowu. Na siłę. A ja nie chcę. Ani po dobroci, ani po złości.
Chciałbym leżeć w bezruchu gdzieś na ulicy. Położyć się plackiem tak zupełnie gdziekolwiek. I leżeć raz z zamkniętymi oczyma, a raz z otwartymi. W gruncie rzeczy nie ma to dla mnie znaczenia. Gdy otwieram je nie widzę nic ważniejszego od tego, co widzę kiedy są one zamknięte. Wszystko jest nicością. Nic tu dla mnie nie ma...
Ciemność, która wszystkich przesłania jest nieprzenikniona. Jedna postać tylko błyszczy się i to dla niej chodzę, ale boli mnie to, że obarczam go tym brzemieniem odpowiedzialności za siebie, gdy jestem taką bezużyteczną kulą u nogi. Sam się sobą za to brzydzę, ale ta egoistyczna postawa to resztka tego, co po sobie zostawiam. Taki smród gnijących zwłok, którymi się stałem. 

Chciałbym tu przeprosić, że tak to się dzieje. Nie twierdzę, że jest tak źle, że nie może być gorzej, bynajmniej. Tylko, że ja już tego nie jestem w stanie sobie wyobrazić. To co teraz jest już zdaje się być dla mnie iluzją. To po prostu nie może się dziać naprawdę. 
Codziennie uciekam w świat snu i komputera żeby tylko nie myśleć o swoim położeniu. Chcę o tym myśleć dopiero kiedy będzie lepiej. Stanąć tak twarzą w twarz z tym, co teraz mam przed sobą jest iście  rozrywające. Teraz zdecydowałem opisać tu to, przez co przechodzę, a przynajmniej spróbować to zrobić.
Chciałbym zniknąć. Strasznie tego teraz pragnę.



Komentarze