Siedlisko, (I/III)

Dawno mnie nie było i wracam z opowiadaniem o Siedlisku. Jutro kontynuacja.



Monstrualna błyskawica uderzyła w piaszczysty grunt. Ogłuszający huk rozniósł się po krańce horyzontu nieskończonej krainy. Pustyni, która niegdyś miała być rajem, a stała się… Siedliskiem.
Plaga zła rozniosła się tu w mgnieniu oka. Tępione, wybijane, wciąż jednak regularnie przybywały- kolejne zastępy tych paskudnych stworów. Zwiędła wszelka zieleń, a wieczne słońce wiecznego dnia wypaliło grunt tak, że ten przytulny, wieczny gaj stał się wieczną, jałową pustynią. Musiał zostać zasadzony inny, który zastąpiłby to miejsce. I został. Wciąż jednak Siedlisko istnieje i na jego rubieżach żyją te potwory, a obok nich próbują przetrwać ludzie. Nieumarli nieżywi, ci którzy nie zasłużyli ani by żyć, ani by umrzeć. Zbyt dumni by przenieść swój byt z bezsensownej stagnacji do czegokolwiek innego. Nie da się ich policzyć, nie da się ich pozbyć, tak jak i tamtych siedliskowych kreatur. Sami w pewnym sensie są kreaturami, ale nieco innymi.
Kraina ta nie ma końca, więc możliwe że nieumarłych ludzi są tu całe dziesiątki milionów. Największe ich skupisko nigdy jednak nie przekroczyło setki osobników. Pewne są jedynie dwie rzeczy- jest ich nieporównywalnie mniej i ta wojna nigdy nie zostanie przez ludzi wygrana. Broń, zapasy, wszystko to jest dostarczane „odgórnie”. I nigdy większe niż jest to konieczne i nigdy niewystarczające. Ale nic nowego. Nic co mogłoby dać większą przewagę. Stwory są zwinne, ich całe ciało trujące i żrące, nie da się ich zagłodzić, udusić czy uśpić- jedynie przebić mieczem lub zastrzelić. Ich przewaga militarna jest ogromna. Niby nie są mądre i nie współpracują jednak, czy ma to w ogóle jakieś znaczenie? Jakieś na pewno, ale nieznaczne. Przewaga potworów sprawia, że nigdzie nie można osiedlić się na stałe, nigdzie nie jest bezpiecznie i jedyną możliwością jest podróżowanie to tu, to tam. Szukanie większej ilości nieumarłych i tworzenie większego legionu do walki z bestiami- to plan jaki jest i jaki pozostaje do realizacji w przestrzeni gdzie nie ma horyzontu ani czasu.
A błyskawica zwiastuje przybycie kolejnego nieumarłego. Pojawia się on w miejscu uderzenia, zaopatrzony w lekki strój na skwar pustynnego otoczenia, pistolet i nóż. Wstaje lekko zdezorientowany. Rozgląda się po pustkowiu, otrzepując się z piachu. Facet w średnim wieku, cholera wie, co go spotkało w życiu, że trafił akurat tu. „Piekło to to chyba nie jest, chociaż z pewnością nie niebo”- pomyślał sobie. Huk uderzenia i jego siła odstrasza początkowo wszystkie potwory, ale po jakimś czasie zaciekawione zbiegają się sporą gromadą by przywitać nowego przybysza. On jednak jeszcze o tym nie wie i stoi sobie zadając w głowie niezliczoną ilość pytań. Jakby był on jeszcze w stanie udzielić sobie na nie odpowiedzi.
Ma szczęście, błyskawicę widziała też grupka nieumarłych pod dowodzeniem Tristana. Tristan to typowy, filmowy twardziel, nie liczy nawet ile czasu znajduje się już na Siedlisku. Przestał po pierwszym pięćdziesięcioleciu. Nie zależy mu na czasie którego nie ma.
Nie da się też umrzeć w inny sposób niż od jednego ze stworów- nawet z głodu, czy od broni. Nie ma co tu jeść. A ciało nie odczuwa nawet takiej potrzeby. Nic nie sprawia przyjemności- nieumarli są pozbawieni organów rozrodczych i nie popadają w nałogi, przez to ich umysł jest nastawiony na jedno- walkę o przetrwanie. Nie ma snu, zdobywania pożywienia, rozmnażania się ani uznania społecznego. Tylko walka z jedynym wrogiem- tymi monstrami.
Tristan wraz z kumplami wyprzedzają resztę ekipy by odbić naszego bohatera. Jego grupka liczy 27 osób- to już nieźle jak na ich warunki. W szczytowym momencie liczyła sobie 46, a to już nie przelewki. Czasem mijają się z większymi grupami, jednak ich szefowie nie zawsze mają ochotę dogadywać się ze sobą. Paradoks? I to jaki! Mimo swojego położenia wciąż nie są w stanie dojść do porozumienia… Zbyt dumni by trafić do nieba, zbyt dumni by umrzeć w mękach. Typowi ludzie, chociaż nieumarli pozbawieni ludzkich potrzeb i większości emocji, to wciąż ludzie.
Chłopaki po drodze łapią leżące na ziemi zasobniki z bronią. Zapakowane z miłością w papierek pakowy jak matczyne ciasto. Dla niektórych uroczy widok, budzący słodkie wspomnienia i poruszający serce (które w przeciwieństwie do żołądka wciąż jest), dla innych kpina z ich życia po życiu oraz jawna boska ironia.
Poruszają się na małych motorkach zbudowanych z rozmontowanych pistoletów tych którzy już nie żyją. Zasilane pedałami i prochem z nabojów. To zmyślna, prymitywna maszyna, której prostota sprawia, że prawie się nie psują.
Jest jedna jedyna rzecz, która łączy wszystkich nieumarłych… Ale o tym później. Może dam ci samemu na to wpaść?
Przejęli go. W porę.
Tristan zlazł z motorku.
-Przyłączasz się?
-Mam wybór? – Zapytał nowy.
-Nie, jeśli chcesz być bezpieczny. – Rzekł wiedząc, że „bezpieczeństwo” to tylko pojęcie względne. – Jestem Tristan, weź mój motor, ale nie jedź za szybko.
-Miło mi, Tristanie. – Zamyślił się.
-Nie, nie przypomnisz sobie na razie jak sam masz na imię. To wymaga czasu, ale zapewniam, że ci go tutaj nie zabraknie.
-W porządku… A gdzie jesteśmy?
I opowiedział mu dojeżdżając do swojego konwoju. I tak zaraz dowie się jak to wszystko się odbywa. Pierwszy atak prędzej czy później nastąpi, ale raczej prędzej niż później.
-Co się dzieje z tymi, którzy umierają.
Dobre pytanie.
-Widzisz, ciężko się domyślić nam, bo wciąż jakkolwiek żyjemy. Jednak na czystą logikę trafiają do piekła. Tam najpewniej te bestie zabijają ich codziennie przez cała wieczność, nie ma zasobników, nie ma ocalałych, nie ma nadziei która tu jakoś się jeszcze utrzymuje.
-Wiadomo ile najdłużej taki „nieumarły” tu przetrwał?
-Nie, skąd to wiedzieć, jeśli każda nasza grupa jest inna i jest nas niezliczona ilość. Ja znałem Roberta, który był tu, jak twierdził, ponad 150 lat. Niestety niedługo nacieszyłem się jego niezacnym towarzystwem, bo był na granicy wytrzymałości i wkrótce zdezerterował. A to mój drogi, jest niewybaczalne, zwyczajnie się poddać „temu”. Legendy niby mówią o dwustu latach, ale stawiałbym na więcej.
-Rozumiem.
-Szczerze wątpię, ale zrozumiesz po czasie. Na razie, tak się akurat składa że, nie rozumiesz nawet, co tu robisz. Dlaczego też tutaj jesteś, a nawet nie pamiętasz swojego imienia. Ale tak jak już mówiłem- masz tu całą wieczność by do tego dojść.
-Tristan, za nami widać jakiś ruch. – Odezwał się jeden z kompanów.

-Świetnie. – Wyprostował się Tristan. - Nowy, obserwuj! Ucz się strzelać. Ludzi nie ranią strzały więc śmiało wal, gdzie popadnie- trzeciej szansy nie dostaniesz.

Komentarze