Siedlisko, (II/III)
Spod piasku wychyliły się pokraczne i zdeformowane postury
tych spaczonych stworów. Krzywe gęby, całkowicie pozbawione ostrych zębów i
monstrualne szpony długich rąk, wszystkie one tępe niczym wyszczerbione
uprzednio o kamienne krawędzie czegoś… czego na Siedlisku nie ma. Bo na
Siedlisku jest tylko piach. Paskudnie śmierdzące z wybałuszonymi czerwonymi
ślepiami podbiegały ja szympansy próbując złapać któregokolwiek z konwoju.
Rozległy się strzały. Wszyscy na ślepo walili z broni we wszystkie kierunki,
zupełnie gdzie popadnie. Turkot motorów przybrał na sile. Jechali slalomem
chcąc zmylić stwory. Piach spod kół wlatywał do oczu i we włosy. Był wszędzie.
Rozdzielili się by powstała z niego chmura pyłu nie oślepiła ich zupełnie. Tristan
z wyrytą na twarzy cierpliwością, jednak podświadomie gigantyczną paniką,
obracał się we wszystkie strony machając bronią i nożem. Nowy miał dreszcze,
zlał się zimnym potem i gwałtownie obracał kierownicą dokoła żeby nie zostać
napadniętym znienacka.
-Złapią cię i już po tobie. Wykorzystaj wszystkie swoje
możliwości, a jeśli masz jakiekolwiek limity to zapomnij o nich! Najlepiej je teraz
przekrocz i zapomnij o nich do reszty! To twój ostatni bój w życiu. – Uprzedził
przywódca wołając do Nowego. – Może być pierwszym, ale stanowczo jest tym
ostatnim w którym masz jakiekolwiek szanse na ocalenie.
Napaść trwała trochę. Według ziemskiego czasu około 40
minut. Porwały jedną osobę. Kobietę o imieniu Sara. Zabitym nie urządza się
pochówków. I tak pod piachem jest tych bestii pełno więc zbezczeszczenie zwłok
jest pewne. Cała grupa ocalałych poruszała się na dwóch dużych busach i paru
motorach, głównie jednak przebywali i rozmawiali w tych właśnie busach.
Niestety dyskusje te nigdy nie trwały zbyt długo, nie było czasu na odpoczynek.
Na Siedlisku walczy się o przetrwanie, a nie bawi. Oprócz paru zmian fizjologicznych
i fizycznych, ludzie są też zdrowsi psychicznie. Mimo stałego zagrożenia i nieustającego
stresu nie załamują się ani nie popadają w obłęd.
Młody ustrzelił dwójkę. Co równało się dla wszystkich z tym,
że pierwsze koty poszły za płoty. Czasem ci nowi baranieją i tchórzą. Jednak
rzadko. Przeważnie potężna dawka adrenaliny i brak większości fizjologii
ludzkiej sprawia, że samozachowawczy instynkt przetrwania i dusza wojownika przebudza
się w człowieku od momentu pochwycenia w dłoń rewolweru.
Brnęli przed siebie, piasek wlatywał motocyklistom do oczu
lecz byli oni „asami” – tymi których oczy są już uodpornione na takie
nieznaczące przeszkadzajki. Sokole oczy. Wywiad. Agenci specjalni. To oni w
głównej mierze decydują o kontaktach z innymi grupami i o obieranej przez
konwój trasie. Jak dostać się do elity? Trzeba mieć doświadczenie, talent i
charakter. Nie ma przekupstwa, nie ma też kolesiostwa. Tylko umiejętności
determinują twoją rolę w grupie.
Czasem ludzie mdleli z wysiłku lub po walce. Nikt nie spał,
ale jednak tracili przytomność. Podobno ktoś kiedyś w trakcie takiego urwania
filmu widział coś… Może rozmawiał z kimś? Jednak nie są to potwierdzone
informacje, a kolejne legendy ludu nieumarłych. Może go tam chwalą za
wytrwałość? Może karcą za… coś innego? Wiele niewiadomych. Podczas tego stanu
niektórzy rytmicznie mruczą. Jakby chrapiąc. W formie czegoś na wzór mantry. Przysłuchując
się jej pozostali odczuwają spory komfort wewnętrzny, uspokajali się i nieraz
nawet uśmiechają. Zagadkowe?
Wypatrzyli parę zasobników. Gdy je widać wiadome jest, że
niebawem będą one potrzebne. Tristan wiedział doskonale, że jeśli zignorują te
tutaj, za niedaleki odcinek trasy pojawią się kolejne, a jeżeli i te się oleje
to może mieć to katastrofalne skutki. Miał bowiem praktykę w życiu po życiu i
nikt nie chciał kwestionować jego decyzji. Nikomu nie zależy tu na tym by być
przywódcą. Wszyscy chcą przetrwać tę udrękę w takim samym stopniu i nikt (zdecydowanie)
nie robi innym na złość, wystawiając ich na rzeź czy porzucając. Nikt nie ma tu
takich zamiarów.
Ciekawostka - oni tego nie wiedzą, ale – nikt z tych tu
obecnych nie był za życia premedytacyjnym mordercą. Jeśli zdarzyło się komuś z
nich odebrać życie innemu człowiekowi to tylko przypadkowo- w obronie własnej
lub kogoś bliskiego. Była to jedna z tych nielicznych rzeczy jakie łączyły
wszystkich nieumarłych. Ta, o której nie wiedzą. No, ale jest jeszcze inna taka
właśnie, ale o niej się raczej nie mówi. Unika się tego, bo nikt nie przykłada do
tego wagi, jednoznacznie też bagatelizując tą zbieżność. Chodzi o podejście do
wiary i ludzi. Było raczej kiepskie. 80% tych co tu są to panowie (i panie)
własnych żyć. Kowale (kowalki) własnych losów. Pozostali to jakieś indywidua.
Czy o tym wiedzą? Raczej tak. Nikt im tego nie tłumaczył, ale większość
starszych o tym wie. Nawet jak się znalazł taki co próbował im to wyperswadować
to niekoniecznie miał na to czas. Sami rozumiecie- ciągle w ruchu, ciągle w
walce.
Inna ciekawostka - Zdarzały się przypadki poświęcenia
swojego „nieżycia” dla innej osoby z ekipy. Jednostkowe. Niemalże
ćwierć-procentowe w skali całego „nieżycia” na Siedlisku. Jaki (podobno) ma to
rezultat dla reszty? Wszyscy niebawem po walce decydują się na dezercje. Tak
głoszą plotki. Coś ich nachodzi podobnież. Bo jakiś konwój spotkał inny konwój
króciutko właśnie po takiej sytuacji. I oni mówili o tym, co czują. Że czują.
Że chcą zdezerterować. Praktycznie każdy bardziej doświadczony z każdej grupy
widział dezercje już i jeśli wówczas sam się do niej nie przyłączył to
znieczulił się na nią i zmieszał z błotem wszystkich tych którzy jej
kiedykolwiek dokonali. Bo w obliczu dezercji albo się ją również popełnia
(wtedy jest prościej) albo się na nią zamyka. Pozostawia się dezerterów samych
sobie na ich życzenie i nie mówi o nich więcej.
Nowy nie miał się czego uczyć. Kierowanie wszystkimi
pojazdami było tak instynktowne, że nawet dziecko nie miałoby z tym kłopotu.
Strzelania uczy się w praktyce, bo nikt nie chce marnować nabojów na szkolenie.
Po takich szkoleniach brakuje broni i następne szkolenie może już nigdy nie
nadejść.
Czemu ta historia się rozpoczęła? Jeśli chciałbym opowiedzieć
historię byle „nowego” to wybrałbym kogoś mniej charyzmatycznego. Jeśli
chciałbym opowiedzieć historię kogoś niezwykłego to wybrałbym bardziej
interesującą postać. Czemu padło na Młodego z konwoju Tristana? Pozwolę sobie
odpowiedzieć na to pytanie już teraz, niszcząc być może jakiś element
zaskoczenia. Odsłaniając ostatnią kartę tego krótkiego rozdania. Otóż jak łatwo
się już domyślić na Siedlisku nie ma historii jako takiej, jednak każda grupa z
dłuższym stażem posiada informacje o jakichś nietypowych sytuacjach. Legendach.
O paru już wspomniałem. Nasz Nowy niebawem stanie się najbardziej niechlubną
legendą w dziejach znanych nieumarłym legendom! Pamięć o jego postawie
(niechlubnie) przekazana zostanie przez Tristana innemu konwojowi, tamten
rozpowie to innym i tak też (niechlubnie) wszyscy będą wiedzieli, że ten o
którym jest ta opowieść jest odnotowanym najmłodszym dezerterem.
Historia ta jest krótka, więc staram się przedstawić się ją
intrygująco na tyle na ile z takiej opowiastki można uczynić opowieść. Tacy
jednak jak on, dla innych dezerterów są postaciami, a dla całej reszty
nieumarłej populacji są wstydem, skazą i ujmą na honorze. Wystarczy
przedefiniować pojęcie „dezercji”. Wszystko zależy w jaki sposób się jej
dokonuje i co ona dokładnie oznacza. Na Siedlisku wszystko jest takie jakie się
wydaje- proste i oczywiste- jednak jak to z regułami bywa, od każdej z nich
zawsze znajdzie się jedno odstępstwo. Tym odstępstwem jest dezercja.
Ciekawe czy wpadniecie na to sami…
Komentarze
Prześlij komentarz