2deka życia


Przed przeczytaniem poniższego wiersza uprzedzam że w mojej karierze (w mojej opinii) pojawiły się dwa beznadziejne wiersze. Oto jeden z nich. \
Wstawiam go aby się zdystansować do własnych błędów. Miłej krytyki <3 !

Urodzony rankiem w dniu Wszystkich Świętych.
Z natury spokojny lecz i miejscami zacięty.
Bez ojca w domu, ale za to z prababcią chorą,
Karmiącą go kaszanką, czekającą aż ją „tam” zabiorą.
Drogi szkolne z przyjaciółmi najmłodszymi rozeszły się prędko,
W podstawówce było ciemno, ciasno, ciężko.
Pojawił się królik i ojciec na ojca niepowoływany,
Nigdy z dobrej strony nie został mu poznany.
Królik zdrowy nie był i rybki też coś tam miały,
Wszystkie zwierzęta dokoła wymierały…
Ojca mu z życia na szczęście usunięto,
Myśli przykre zbędną wiedzą zajęto.
Potem gimnazjalny szał i nowy w życiu start,
Największa przyjaźń, której nikt nie był wart.
I pierwsza wielka miłość, żywa, prawdziwa,
Dwa lata… i przeszłością, wraz z tamtą przyjaźnią była.
Psycholodzy, kardiolodzy i kłopotów kupa,
Mogli się spodziewać rankiem w szafie trupa.
Początki pisania, wiary zatracenie,
Po czym chyba jakieś… objawienie?
Długo cisza, pecet i klawiszy pykanie,
Brak perspektyw, nerwy i ranne wstawanie.
Jakieś imprezy… och, matura wreszcie!
I na studia go gdzieś jeszcze weźcie.
W takim skrócie tu spisane,
Dwie dekady są wspomniane,
Tak z trzy lata w sumie z tego,
Jakby wybrać coś ważnego,
Reszta to stracony czas i pieniądz,
Beznamiętnie łzami lejąc.

Dwie dziesiątki lat minęły…
Tak minęły dekad… dwie.



Komentarze