Mediabsurd


Czy jest w polsce ktoś taki, komu absolutnie nic nie mówi „madzia z sosnowca”? Nikt kto ma w jakimkolwiek stopniu dostęp do mediów masowych typu: prasa, radio, internet i wreszcie TELEWIZJA, nie ma prawa nie znać tej KULTOWEJ sprawy.
Co w niej takiego kultowego? A to, że była medialną breją przez parę miesięcy, mimo że na logikę nie powinna, a nawet śmiem twierdzić, że nie miała prawa.

To nie jedyna sytuacja kiedy robią nam papkę z mózgu i wciskają tak kretyńskie newsy, że nie da się tego nawet skomentować. Rozgłaszają, nagłaśniają, a my wyciszamy telewizję i wszystko dookoła i dochodzi do tego, że nawet w dzikiej, nieprzebytej głuszy wiemy, co tam u zwyrodniałej matki malutkiej madzi z sosnowca.

Można by było stwierdzić, że morał tej bajki jest taki, że od prania mózgu nie da się uciec i jest ono już tak typowe dla nas- ziemian, że nawet już nas nie dziwi jego skrajna głupota, z jednej strony będąca zabawnym nonsenso-paradoksem, a z drugiej dramatycznie przytłaczającym przymusem w życiu każdego cywilizowanego… Tragicznie.
Ale ja na tym bynajmniej nie zamierzam poprzestać.
Może uda mi się tu znaleźć sposób na to jak uciec od madzi i jej podobnych sensacji rodem z pustego brukowca?

Media żerują na czasie wolnym. „Zarabiają” to zbyt łagodne słowo. Jak może wiesz, średnio od pierwszej klasy liceum do 2 roku studiów w wolnym czasie praktycznie cały czas grałem w lola (pomijając jakieś niezobowiązujące spotykania ze znajomymi). Co prawda nie oglądałem telewizji (a to ona moim skromnym, nieistotnym zdaniem ma największy wpływ na pranie mózgu), ale mimo to zapętliłem się w robieniu czegoś nie przynoszącego mi absolutnie żadnych owoców. Odkładałem zainteresowania i marzenia na „potem” zaraz po rzeczach które musiałem zrobić do szkoły tylko dlatego, bo „musiałem”. Przez to na absolutnie ostatnie miejsce zostawały rzeczy których chcę, ale… nie chce mi się do nich zabierać. Po otrząśnięciu się z tego stanu zacząłem zapisywać rzeczy, które muszę zrobić. Które CHCĘ zrobić DLA SIEBIE. Które miały niegdyś być dla mnie najważniejszymi priorytetami w życiu, ale przestały- poprzez opieszałość i lenistwo.

Co polecałbym komuś kto chce, ale mu się nie chce? Nie myśleć o „za i przeciw”, czasie, cenie i rezultatach tylko zabrać się NATYCHMIAST do swojej roboty! Kiedy ma się co robić, ta robota przynosi rezultaty. Rezultaty = rozwój, spełnienie i satysfakcja = szczęście. (szczegóły poniżej)
Jak nie masz jak podrapać się w tyłek, bo masz pełne ręce roboty którą sam na siebie narzuciłeś, jej wykonywanie sprawia, że jesteś spełniony, a rezultaty zapewniają ci przyszłościowy rozwój to robisz to dobrze. Im więcej na siebie nałożysz i zaczniesz to robić tym większa będzie twoja ambicja i motywacja do życia, a co za tym idzie, tym bardziej też uniezależnisz się od memów, zapychaczy czasu i tego najgorszego, czyli prania mózgu bezużytecznymi informacjami i zajmowania myśli sprawami nieistotnymi, a zupełnie trzeciorzędnymi.

Te gorące telewizyjne newsy typu „strażakom zgubił się kot”, wplatane pomiędzy poważne sprawy i wiadomości burzą naszą podświadomą piramidę wartości. Wychodzi na to, że niekonstytucyjna ustawa wprowadzana właśnie przez nasz rząd ma w gruncie rzeczy takie same znaczenie dla społeczeństwa, co zniknięcie kocura w remizie strażackiej w jakimś wypizdowie. To samo robią z nami zapychacze czasu wolnego, ale w nieco innym kontekście. One zrównują nasze ambicje życiowe, cele i marzenia z graniem w coś dniami i nocami, albo oglądaniu w telewizji ogłupiających programów. Zatracające wolny czas, który moglibyśmy wykorzystać na bycie i życie, rozrywki są ogólnodostępne dla obywateli pierwszego świata, praktycznie darmowe oraz odwracające uwagę od realnych problemów.

Życie trwa teraz. Dokładnie teraz. Nie marnuj go i nie czekaj na kolejny dzień by wyjechać w podróż albo przeczytać, czekającą na półce od pół roku, książkę. Nie czekaj, bo koniec życia jest realny. Śmierć to nie jest bajka, a już na pewno nie mit. Śmierć może naprawdę przyjść po ciebie w mgnieniu oka. I nigdy nie dowiesz się jak ta książka się skończyła. I nigdy nie poznasz swoich własnych możliwości. I nigdy nie zobaczysz nic poza ekranem telewizora.

Nie musisz czekać aż coś lub ktoś zajmie ci twój czas- zajmij się nim sam. 
Nie czekaj na nowości z życia facebooka czy przyjaciół- sam zacznij żyć, opowiadać innym nowości i zaskakiwać! Czy z historii madzi dowiedziałeś się czegoś co odmieniło twoje życie? Czy te dziesiątki godzin nakręconych reportaży oprócz zapełnienia twojego czasu, zaspokoiły też twoją ciekawość świata? Czy ty chociaż wiesz jak to wszystko się zakończyło? Zabawne, ale te zapychacze czasu jakoś tak nie mają końca. Tandetne polskie telenowele, konkursy pseudo utalentowanych ludzi, dramat matki która ma horom curke. Ile na świecie jest takich historii? Ilu jest ludzi którzy coś umieją? Ile jest smutnych matek z horymi curkami albo ojców którzy pobili swoje żony? Miliony? Czyżby? Sądzisz, że te historie to coś nowego? To absolutna norma i codzienność. A ty to oglądasz. Chłoniesz jedno po drugim i nazywasz to (o zgrozo) „ciekawym”.

W scenariuszach tych nieistotnych informacji nie ma nic nowego. Umarł ci ktoś kiedyś? Zgubił ci się kiedyś kotek, chomik albo twój boa dusiciel? Czy mówili o tym w telewizji? A dlaczego? Przecież o tym, że strażakom zaginął kot wie już cała Polska! A gdzie twój boa dusiciel? Czy o zniknięciu jego lub twojego chomika mówili już w tvn24?

Zamiast oglądać te brednie może zajmij się sobą? Może twoja historia skończy się jakkolwiek inaczej?

Zawsze warto chociaż spróbować zawalczyć z systemem póki jeszcze jest się świadomym jego istnienia i rezultatów jego działania. Potem może być już za późno i dla naszego mózgu i dla całego społeczeństwa. Chociaż jakby się nad tym zastanowić głębiej to sądzę, że społeczeństwo już się zatraciło.

Pracując niecały rok w kiosku na rogu ruchliwej, warszawskiej ulicy doszedłem do zatrważających wniosków, że ludzie ŻYJĄ telewizją. Pamiętam wyraźnie szok zmieszany (niewstrząśnięty) ze wstrząśnięciem (czyli jednak) na twarzy jakiejś pani, która dowiedziała się ode mnie, że zapowiadana w reklamach książeczka o jej ulubionym „serialu” nie dojechała. Właśnie jej świat się zawalił. Oczywiście winowajcom byłem ja. Byłem obłudnym, paskudnym śmierdzielem który zniweczył jej marzenia i ambicje. Od tamtego pamiętnego dnia ona i wiele innych osób znienawidziło mnie. Wieczorami zapłakane przy winie rozprawiały o mojej długiej i bolesnej śmierci w męczarniach. Wszystko przez podrzędną telenowelę. Nie nazwę tego serialem, bo serialem nazywają takie rzeczy tylko marketingowcy, którym zależy na wyrobieniu względnie pozytywnej opinii o tym gniocie. Płacom im za nazywanie niektórych kretynów- panami posłami (pisanymi z dużych liter), niektórych nieporozumień i niedopowiedzeń półinteligentów- słowami cenionych ekspertów. Niestety, ze szczerym współczuciem żałuję tego, że spokojnie, ładnie ponad połowa społeczeństwa przyjmuje takie manipulacje jako prawdziwą i niepodważalną prawdę. Ci wszyscy biedacy nigdy nie przekonają się, że w rzeczywistości to nie jest prawda i nigdy nie zobaczą oni na własne oczy tego jakim gównem byli omamiani całe życie.
Ich dramat nie równa się nawet gigantycznemu dramatowi madzi z sosnowca…


Komentarze