Historia z Przyszłej Przeszłości
Miałem 12 lat gdy to się zaczęło. Wracałem polem do domu ze
szkoły. Mama miała upiec ciasto ze śliwek więc spieszyłem się by moi młodsi
bracia wszystkiego nie zjedli.
Nie, już wcześniej byliśmy tego świadomi z rodzicami.
Chociaż nie w takim stopniu. Podczas testów w szkole wyszło, że mój poziom siły
woli przekracza pewne limity. Nikt na głos nie mówił, że może zrodzić się z
tego talent osobisty, ale mocy byliśmy świadomi.
Nie mam pojęcia czemu przybrała taką formę. Zawsze kiedy
wracałem swoim polnym skrótem do domu byłem ciekaw, czy ktoś oprócz mnie zna to
miejsce. Nieświadomie, ale zdaje się, że chciałem wyczuć obecność tego, który
wydeptał te polną ścieżkę jeszcze przede mną. Nie była to jakoś specjalnie
silne uczucie, dlatego nie wiem czemu moja wola tak się na tym skupiła.
Jakbym miał sam wybrać? Ha! No nie wiem. W tamtym momencie,
jako dzieciak najpewniej wybrałbym coś bardziej ofensywnego. Jednak po poznaniu
już odrobiny świata pewnie postawiłbym na obronę. Jakaś moc utwardzania skóry
na przykład? Nie wiem, czy ktoś już taką zdolność posiadał, ale byłoby to
przydatne.
Bynajmniej! Cieszy mnie moja umiejętność… To znaczy… Może
inaczej. Cieszy mnie posiadanie szczególnego daru, takiego jak ten. Cieszy
mnie, że doznałem takiego wielkiego oświecenia dzięki niemu. Na początku było
ciężko, nie mogłem przyzwyczaić się do tego uczucia nieustającej obecności
kogoś jeszcze. No i głosy… Nocą szczególnie mnie przerażały, a jak miałem
jeszcze te 12 lat - nawet jeszcze w wieku 15 – to był to nieraz prawdziwy
koszmar.
No tak. Biegłem tym polem i nagle jakby mój instynkt kazał
mi się odwrócić. Niczego nie zauważyłem, ale po chwili jakby cichy szmer
dobiegł mnie w okolicach ziemi parę kroków ode mnie. Cofnąłem się i patrzyłem tam
aż szmer się powtórzył. Schyliłem się i przyłożyłem tam ucho. Jakby delikatny
stęk, coś takiego. Zerwałem się na równe nogi i poleciałem najprędzej jak tylko
mogłem do domu. Minąłem dom, z którego pachniało apetycznie śliwkami i wpadłem
do szopy na narzędzia mojego taty. Złapałem za szpadel i wróciłem z nim migiem w
tamto miejsce. Wsadziłem nieco siły woli w tą łopatę i z łatwością wykopałem
sporych rozmiarów dół.
Całe szczęście, ale nie. Ale jakbym zrezygnował to myślę, że
i tak jeszcze coś by mnie w to miejsce znowu przyciągnęło. Zapewne ten sam
szmer. Więc jak już wykopałem większy dół to szmer stał się wyraźniejszy. Na
tyle wyraźny, że miałem już pewność. To był czyiś głos.
Nic. A co mogłem myśleć?… Nie domyśliłbym się przecież sam,
co to może być. Kierowała mną tylko ciekawość. Dziecięca, a może ludzka… Tak
czy inaczej tylko ciekawość. No i kontynuując…
Nie przerywaj mi! Strasznie z ciebie niecierpliwy typ. No i
w końcu dokopałem się. Na początku jak tak patrzyłem na to, to myślałem, że to
kamień. Ba! Byłem o tym przekonany. Wskoczyłem do dziury i przyłożyłem do niego
ucho. To z niego dochodził dźwięk. Zabrałem szybko głowę, bo był on już na tyle
głośny, że było słychać wyraźnie. Mówił mi „Kop jeszcze troszkę. Proszę… Wykop
mnie.” No więc pomachałem jeszcze szpadlem i okazało się, że to nie był kamień.
To była czaszka. Cały szkielet. Ludzki.
I to jeszcze jak! Dopiero po chwili oświeciło mnie, że to
faktycznie kości. Wzdrygnąłem się i wycofałem. On zawołał „Dzięki młody… Niesamowite,
że ty mnie słyszysz.” A potem spytałem go, jak to możliwe. On odparł, że nie ma
pojęcia i szybko zmienił temat „Słuchaj młody!” – Zwrócił się do mnie. – „W
szkole do której prawdopodobnie chodzisz, bo w okolicy jest tylko jedna, którą
bym znał, pracuje taki pan o imieniu Wils. Znasz go? To woźny! No mniejsza, jak
nie znasz to poproś jakąś panią, żeby ci powiedziała, gdzie mieszka, bo masz do
niego sprawę. Ma tak z pięćdziesiąt lat, jest sympatyczny. Proszę, spotkaj się
z nim, powiedz, że znalazłeś Errta i przyprowadź go do mnie, potem przekażę ci
dalej. Mogę na ciebie liczyć? Proszę, młody! To sprawa najwyższej wagi.”
Wyczułem, że faktycznie było to coś ważnego i bardzo mu zależało więc
poleciałem natychmiast z powrotem do szkoły i spytałem panią wychowawczynię o
tego całego Wilsa. Okazało się, że nie pracuje już w szkole od roku, a mieszka
kawałek za wsią. Poleciałem tam i zastałem go pijanego kopiącego w ogrodzie
jakieś bakłażany, czy coś. Jak mu powiedziałem o Errcie to mu oko zbielało.
Motyka wypadła mu z ręki i jakby zamarł. Kazałem mu iść za sobą. Więc ten
poszedł.
Nie, ani słowem nie pisnął. Był chyba za bardzo w szoku,
żeby cokolwiek powiedzieć. No i jak już dotarliśmy do dziury i zobaczył
szkielet zmarszczył się i spytał skąd wiem, że to Errt. Wtedy ten szkielet się
odezwał. Był zapłakany i poruszony. „Młody, młody… Dzięki ci młody. Powiedz
Wilsowi tak:” I zacząłem za nim powtarzać słowo w słowo. To było niesamowite.
Wils rozdziawił usta i gapił się na mnie, a ja opowiedziałem mu wszystko to, co
Errt miał do powiedzenia.
Chodziło o to – już ci mówię – że Errt miał brata Festa.
Errt był pierworodnym w ich domu i ich stary chciał przypisać mu całą ziemię po
swojej śmierci nie zostawiając Festowi nic prócz małej dobudówki przy ich
chałupie. A że był głupim wieśniakiem i do tego jeszcze cholernie chciwym to
postanowił zabić Errta. Udało mu się. Zakopał go na polu i sam najpewniej
zagarnął cały majątek. Wtedy poprosił mnie i Wilsa, żebyśmy poszli na policje i
wyjaśnili sprawę.
No pewnie! Uznali nas za wariatów, a Wilsa chcieli dodatkowo
wsadzić do paki za pomówienia i picie alkoholu przy dziecku. No to ja wpadłem
na pomysł. Był to naprawdę mądry pomysł jak na dzieciaka, którym jeszcze wtedy
byłem. Wziąłem policjantów ze sobą i poprosiłem, żeby zaprowadzili mnie na
jakiś jeden z ich rodzinnych grobów. No i wyższy z nich, który chyba był
dowódcą poszedł ze mną na grób swojej babki. Chciał mnie chyba wyśmiać, albo
zgasić.. Ciężko stwierdzić. Fakt faktem udało mu się, bo z grobu babki nic nie
słyszałem i wyszło, że jestem jakiś psychiczny. Z tym, że jak wychodziliśmy z
cmentarza to w jednym z grobów usłyszałem jakiś szept. I od razu tam
podszedłem, a oni podążyli za mną, mimo że już zmęczeni moim dziecięcym
towarzystwem. I wyobraź sobie, że słyszałem już wtedy wyraźnie jak z tamtego grobu
ktoś krzyczy, żeby otworzyć nagrobek. No więc mówię do nich żeby go otworzyli. Ci
oczywiście nie chcieli się zgodzić. Krzyknąłem do nagrobka żeby powiedział coś
przekonującego, bo nie chcą nam uwierzyć. Patrzyli na mnie z przerażeniem. Hahaha!
Ale mieli miny! A potem zacząłem cytować kolesia. Razem zaśpiewaliśmy jakąś
wojenną balladę, a potem zacząłem opowiadać dzieje budowania naszej wsi po
Trzeciej Wojnie Kontynentalnej. W wieku 12 lat nie miałem za bardzo pojęcia o
czym tak właściwie mówię, w dodatku gwara i archaiczne zwroty, których ten głos
używał były nie do końca zrozumiałe dla żadnego z nas. Za to były przekonujące.
Otworzyli grób i ujrzeli, że nikogo w środku nie ma. Z ciała pozostał już tylko
proch, ale na dnie leżało coś ciekawego. Jakiś zeszyt. Coś takiego. Okazało
się, że jest tam mapa. A na tej mapie były wyrysowane ziemie przynależne do
poszczególnych mieszkańców wsi. Miotał nazwiskami, datami i okazało się, że to
był jakiś spisek. Zabili go i pochowali z zeszytem, żeby nikt nie miał dowodów
na to, że ta ziemia nie należy do nich. Kiedy powtórzyłem całą tą historię
policja zabrała mnie do sądu i skontaktowali się z moimi rodzicami. Od tego się
zaczęło. Miesiąc trwał proces Festa, po którym tamten został skazany na 18 lat
więzienia. Proces o ziemię nie doszedł do skutku przez jego nieaktualność. Okazało
się, że ziemie już dawno zostały odebrane tamtym oszustom przez jakieś ich inne
przekręty i przejęło je państwo.
W sumie tak. Ale niewiele. Wciąż byłem dzieciakiem jak inne.
Bawiłem się i tak dalej, ale raz w tygodniu chodziłem na cmentarz z policjantami
i gadałem z tymi, którzy pomimo śmierci wciąż krzyczeli ze swoich trumien. W
wieku 16 lat opuściłem dom i ruszyłem w świat.
Wiesz co… zależy. Na tamtym wiejskim cmentarzu, który liczył
sobie ładnie ponad 800 lat było ich kilkudziesięciu. Zależy od miejsca i
sytuacji. A ty czemu tu jesteś? Czemu nie odszedłeś skoro mogłeś?
Nie, spoko. Przyzwyczaiłem się. Opowiadaj.
Nie ma sprawy. Mam mnóstwo czasu dla takich jak ty…
Komentarze
Prześlij komentarz