A gdy już wybuchnie...
Nie mogłem ostatnio zabrać się do żadnej poezji i wychodziły mi potworne zakalce. Wczoraj upichciłem dwa, krótkie, rymowane smakołyki, a po jednym z nich na prawdę może i będzie miło na serduszku (jak po żadnym innym moim wierszu), chociaż ten tu, poniżej to akurat katastrofizm (żeby słodyczy nie było w nadmiarze).
Nie dziw się ni nie drzyj japy,
Nie panikuj i przy sobie trzymaj łapy!
I żeby nie było, że nie powiedziałem,
Nie przewidziałem i jak ty się nie spodziewałem!
Wiedz, że ten moment bólu, żałoby i szoku,
Zmierzchu spokoju, dalekich marzeń zmroku
Ja przeżywam już dzisiaj cały ten wielki żal.
Odbiegłem przy kawie myślami w przyszłości siną dal.
Myśląc: „A gdy już wybuchnie…
(Ten przeraźliwy fakt w mej głowie cuchnie)
…płaczcie do woli, mówię bez ściemy!
W ten czas my wszyscy bowiem zginiemy"SPROSTOWANIE:
Wiersz mówi o wojnie.
Przewiduję, że wojna w końcu wybuchnie. Może nie za mojej kadencji, ale wybuchnie i myślę o niej zawczasu. Uznałem jej wybuch za koniec marzeń i życia, a także wszechobecną panikę i chaos. Siedząc w czasach spokoju przy kawie, naszła mnie myśl, że bez sensu będzie wówczas krzyczeć, bo i tak pomrzemy wszyscy.
Skąd tak ponure perspektywy na najbliższą wojnę?
Z szerokiej palety broni masowego rażenia. Jeden bezinteresowny pasibrzuch naciska guziczek i połowa cywilizacji leży w gruzach.
Z chwilą wypowiedzenia słowa "wojna" (które celowo nie pada przez całą treść) nasz świat wejdzie w zupełnie nową erę z której nie wyjdzie już o własnych siłach jeśli tylko rządzący w porę się nie opamiętają. Chociaż aktualnego stanu porządku nie nazwałbym "pokojem" (dlatego nazywam go "spokojem"), ponieważ chociażby sytuacja na niedalekiej Ukrainie świadczy o tym, że "ona" może wybuchnąć w zasadzie w każdej chwili. Wtedy też nasza szara, nudna rzeczywistość się skończy. A wraz z nią (niewykluczone, że) skończy się i nasze życie. Na to jednak nie mamy wpływu.
To i tak się stanie, pytanie tylko- "Kiedy?"...
Komentarze
Prześlij komentarz