Szklana Góra- Symbolika Aktów VII - X


Nadchodzi moment, gdy lustrzane odbicia przyprawiają naszego bohatera o szaleństwo. Jest to to samo miejsce, o którym mówiły mu postacie spotkane na Górze. Czarne chmury i różane od krwi lustra.

Tam gdzie ciemne chmury, a lustra różane… 
Tam twe myśli potoczą z ust wściekłą pianę…

Myśli z ust będą toczyły pianę, gdyż będą one wściekle przypominać mu o jego błędach. O jego ciemnej stronie osobowości.
Pomimo tego, że Wędrowiec, ze wszystkich postaci, które napotkaliśmy, był najbardziej ogarnięty, to jednak święty to on nie był.

-Jesteśmy blisko, w dół racz spojrzeć 
Do swych błędów w końcu dojrzeć… 
-Nie dostrzegam… 
-Pod stópkami sobie biegam… 

WĘDROWIEC spostrzega, że każde z jego odbić jest inne. Ponad to każde rusza się jak gdyby nie było nim.

Każda jego twarz tutaj przedstawia inną stronę jego osobowości. Każde odbicie lustra to inna maska, którą wkładał, stając się kimś innym. Każde kłamstwo, wszystko co miał na sumieniu, to oddzielne odbicie, które w tym momencie patrzyło na niego i wyśmiewało go.

Ja przypomnę, że masz dzieci… 
Że nie byłeś u spowiedzi… 
A za młodu kradłeś sporo, 
Biłeś się też za oborą. 
Ja wyśmieję twe marzenia, 
Naiwniackie, bez myślenia, 
KAŻDY BŁĄD TWÓJ, KAŻDE KŁAMSTWO, 
SZTUCZNE MĘSTWO ORAZ CHAMSTWO!

Okazuje się, że począwszy od dzieci skończywszy na chamstwie, rzeczy, które prześladują naszego Wędrowca, jest wiele… Kiedy widzi, że lustra wiedzą o jego błędach, o jego złej stronie osobowości, pełzającej pod jego nogami, jak wąż, zaczyna uciekać, ale nie jest w stanie przed tym uciec.
To oczywisty motyw ucieczki przed odpowiedzialnością za swoje czyny. Każdy prędzej czy później odpowie za zło jakie uczynił. Nie ma zbrodni idealnej. Nie da się też uciec przed swoją przeszłością wcześniej nie rozliczywszy się z nią należycie.

Byłem winny, 
Jestem inny. 
Odmieniłem się już przecież cały. 
Wyrzuciłem rzeczy, które mi nie grały.

To bolesne.
Porzucił to, co mu nie pasowało? Wszystkie te rzeczy, które lustra mu wypomniały. A co wypomniały pierwsze?

Ja przypomnę, że masz dzieci…

Tak…
Nasz bohater razem ze swoimi błędami, do jednego wora, wrzucił własne dzieci. One mu "nie grały", więc je sobie wyrzucił, jak rzeczy.
Czy to dorosłe podejście?
Skąd się bierze takie podejście? To oczywiste, że z egoizmu. Kiedy ustawia się wszystko pod siebie, a kiedy przytłaczają różne rzeczy to odrzuca się, wszystko i wszystkich, nie ważne kim by oni nie byli.
Na to Śmiechy i Chichy reagują gwałtownie:

Ach no przecież, panie, władco, 
Błaźnie, królu i doradco!

Gdyby nie to „błaźnie” można by uwierzyć, że faktycznie mają respekt do Wędrowca za jego podejście. Za to, że wyrzucił wszystkie swoje dawne sprawy, łącznie z własnym potomstwem.
Zaczyna się chwalenie go pod niebiosa w celu uśpienia czujności:

Tyś jest w pięciu aż osobach 
Cały świat jest w twoich nogach! 
Spójrzże! Gwiazdo promienista! 
U twych stóp purpura czysta!

Bóg jest w trzech osobach, ale on aż w pięciu! To jaki jest wielki musi go uczynić niepodważalnym władcą świata. A kolorem władców prócz złota jest purpura.
Pamiętając o tym, że lustra w tym miejscu są czerwone od krwi- mówione o nich było, że są w kolorze purpury  lub, że są różane.
Róża to w chrześcijańskiej kulturze symbol cierpienia Jezusa na krzyżu.
Purpura to królewskie barwy.
Przed śmiercią Jezus stał się męczennikiem za grzechy świata, było to niezmierzone dobro, ale okupione jego własną krwią.
Z drugiej strony czerwone lustra były określane purpurą. Jakby były królewskie. Sam kolor luster znajdujących się tu i to jak określają go poszczególni bohaterowie sugeruje nam, że to określone miejsce jest miejscem próby. Próby męczeństwa, męstwa, poświęcenia, wyrzeczenia się czegoś, zdobycia jakiejś władzy, jakiejś wyższości. Tak jakby po przejściu tego etapu Góry, wchodziłoby się gdzieś zupełnie indziej.
W nowy etap życia, na nowy poziom swojego człowieczeństwa. Poprzez cierpienie i poprzez te męczeństwo, można stać się jakby królem. Nie królem świata, ale królem swojego życia. Walka tutaj stoczona, walka ze swoimi obiciami, iluzjami siebie, różnymi fałszywymi obrazami, będzie skutkowała wejściem do czegoś nowego- objęcia faktycznej władzy nad swoim losem i decyzjami. Nie będą to już decyzje podjęte pod wpływem zwykłych emocji, takich jak strach czy zauroczenie. Poprzez zmierzenie się w końcu ze swoją ciemną stroną, można wygrać.
Tylko tak jest się w stanie to osiągnąć, nie przez porzucanie przeszłości, nie przez ucieczkę od błędów, TYLKO POPRZEZ WALKĘ.
Tutaj ta walka się stoczy, a wszystko zaczyna się od...

WĘDROWIEC nie czuje bólu, patrzy na dół i spostrzega, że oto stoi teraz na długim, czerwonym dywanie. 

Monarsze barwy, dla bóstwa najwspanialszego, 
Jedynego i niepowtarzalnego! 
Spocznijże nasz wielki wodzu, 
Skosztuj rajskiego owocu! 
Rozłóż swe męskie ciało na mięciutkim tapczanie, 
Za te bóle i męki, to ci się należy, panie!

...dywanu.
Zakrwawione, ostre jak brzytwy kawałki potłuczonego szkła wydają się być czerwonym, miękkim, królewskim dywanem. Czerwony, hollywoodzki dywan jest symbolem sławy, pewnego statusu i wielkości w oczach innych. Tutaj jako purpurowy, miękki dywan ma wymiar królewskiej sławy, wielkości niemalże bóstwa.
Śmiechy i Chichy chcą otumanić komplementami Wędrowca i zachęcić go do wypoczynku. Taki wypoczynek w naszych oczach nie jest niczym złym- położyć ciało na mięciutkim tapczanie po ciężkiej pracy, czy po bólu. Kto by tego nie chciał? To samo jest w tym przypadku.
Z maleńką różnicą.
To tylko iluzja.
Ten odpoczynek byłby odpoczynkiem wiecznym, jeśli położyłby się na tym dywanie, w rzeczywistości położyłby się na szkle, które wcale nie zniknęło. Całe kuszenie polega na tym, że najprostszą ucieczką z tej góry, od tego cierpienia, tak jak i od trudów całego życia jest zwyczajnie się zabić…
I gdyby nie to, że rajski owoc ma dwojakie skojarzenie wszystko poszłoby gładko jak po maśle. Rajski owoc to coś przeznaczonego tylko dla samego Boga, ale dla ludzi jest źródłem nieszczęść i bólu podobnie jak puszka Pandory z mitologii greckiej.
To naszego Wędrowca trochę trzeźwi:

Chwila moment, owoc rajski z Eden? 
Skosztowany był raz jeden. 
Ewa wzięła, Adamowi także dała, 
I cierpieli, a przez węża go zerwała, 
Zakazany przez Twórcę mego…

I tu Śmiechy wpadają w agresję.

Tyś jest twórcą wszystkiego!

Chcą go uwieść. One są jego uosobionym egoizmem i pychą. Nie mogą znieść tej myśli, że jest ktoś wyżej, więc zaprzeczają, ale nasz bohater już widzi, że coś tu nie gra i przyznaje pokornie:

To nie prawda! Jam nie Bóg! 
CHOCIAŻ BOGIEM BYĆ BYM MÓGŁ.

Mógłby robić na co ma ochotę, ale ma zasady, których nie złamie. Zasady odgórnie ustalone.
To nie wymaga komentarza.
Wizja znika, ale to jeszcze nie koniec kuszenia.
Teraz pora na seksualność faceta (i like it).
Z tego powodu, że zwykło się mówić, że "facet myśli albo głową, albo główką", można stwierdzić, że jego żądze dotyczące seksu są niepohamowane. Zaraz ma się okazać, jak to jest z wiernością naszego Wędrowca, który twierdzi, że przecież jego podróż to nie rozpusta.
Pojawia się Dziewka, również będąca iluzją. Tak jak seks też jest iluzją- daje chwilową przyjemność, a potem? Potem to już przecież nieważne- takie ma się podejście będąc napalonym.
W tym wypadku, to była pułapka, która zakończyłaby się śmiercią.
Seks z czystego pożądania ogłupia i sprawia, że człowiek jest ślepy, tak jak i Wędrowiec nie spostrzegł początkowo, że wszystkie jego odbicia zniknęły.
Nie było nikogo innego poza nim samym, bo podczas seksu wszystkie ludzkie zmartwienia znikają na chwilę. Gdy jednak ten otrzeźwiał poprzez dwa policzkowania wymierzone od zawiedzionej jego postawą Żoną Wiatru, od razu odtrącił Dziewkę, co było jednoznaczne z urażeniem jej.
A skoro była ona iluzją stworzoną przez jego egoistyczne osobowości, poniżył w ten sposób swoją własną męską dumę, która w rezultacie kazała mu odejść.
Cytatu nie wstawiam, bo mi się nie chce, poza tym to chyba w tym miejscu zbędne.

Żona Wiatru cieszy się, jak głupia z jego zwycięstwa nad ciemną stroną, przyodziewa nawet suknie ślubną, bo wybrał ją (życie) zamiast Dziewki (śmierci)
On sam okupił to zwycięstwo postradaniem zmysłów.
Po tym, jak jego podobizny chciały go zabić, przestał ufać temu, co widział. Rozdarł ostatecznie cały swój ubiór jaki mu pozostał i zaczął się miotać jak opętany.
W naszym szale stajemy się czasem ślepi, on też nie zwrócił uwagi na to, gdzie się znalazł.
Szklana droga się skończyła, a jego stopy przemywał chłodny strumień wody- symbolu życia.
Nie widział już swoich podobizn w lustrach, bo i one znikają z krajobrazu.
Na jego drodze pojawia się Nagi.
Wędrowiec z początku go nie poznaje. Ten uświadamia mu, że ich los jest wspólny. Na to Wędrowiec opisuje nam kogo widzi naprzeciw siebie:

Dumny z ciebie człek, silny i potężny, 
Z twarzy bije prawda, widać żeś jest mężny.

Na to Nagi nijako buntuje się. Zaczyna pytać Wędrowca w czym ten jest gorszy od niego. Wytyka mu niemalże po kolei cechy WSZYSTKICH postaci męskich, jakie spotkał na drodze do tego miejsca (nie będę cytował, sam se znajdź albo uwierz mi, że te cechy są w tej rozmowie wymienione). Po kolei zadaje pytania, by udowodnić mu, że nie jest żadną z tych osób. Ostatecznie poprzez wykluczenie wszystkich cech negatywnych (drogą tak zwanej eliminacji) Wędrowiec znajduje odpowiedź na najważniejsze pytanie- KIM JEST:

-Kim więc jesteś ty? Spytam jeszcze raz, głosem wzniosłym. 
-Tobą. Mężczyzną dorosłym.

Wtedy rozumie już czemu Nagi stwierdził, że się znają mimo tego, że Wędrowiec z początku go nie poznał.
Nagi był JEDYNYM niepotłuczonym i prostym lustrem na całej Szklanej Górze. Był jego PRAWDZIWYM odbiciem.
Był nim.
Wędrowiec nie rozpoznał go, bo zanim wszedł na Górę był innym człowiekiem. Ta podróż go odmieniła, zarówno wizualnie (poprzez rozdarcie ubrań, liczne skaleczenia i obrażenia, strapienie na twarzy), jak i wewnętrznie (poprzez zmierzenie się ze swoimi lękami i grzechami oraz chwilowe zatracenie się i szaleństwo).
Po wejściu na szczyt i spojrzeniu w lustro, Wędrowiec nie ujrzał dawnego siebie, ale odmienionego, dorosłego i dojrzałego siebie. Mężczyznę, którym wewnętrznie nigdy tak naprawdę nie był.
Po podróży, którą tutaj odbył udało mu się odrodzić jako ktoś nowy- tak jak Bóg po swojej drodze i męce zmartwychwstał, tak też on poprzez drogę na Szklaną Górę i męczeństwo wśród różanych luster, popadł w mrok tudzież oszalał lecz poprzez spojrzenie na swoje prawdziwe odbicie ozdrowiał i wyniósł z tego wszystkiego wielką naukę, która odmieniła jego życie i zamieniła go z dorosłego chłopca, w dorosłego mężczyznę.

Na sam koniec Żona Wiatru, już PRAWIE nie rymując, znów ubrana jak na początku, opowiada nam to, do czego doszło potem:

Oczy mu to otworzyło, 
Życie całe naprawiło. 
Wrócił do domu uprzednio porzuconego. 
Do żony, dzieci i dobytku własnego.

Żona wcale nie ucieszyła się, gdy zobaczyła go w drzwiach po tym jak opuścił (prawdopodobnie bez słowa) ją i dzieci.

Tam ona zagrzmiała: Wyjdź stąd czym prędzej!

Nie chciała dawać mu więcej szans, nie chciała już wtedy słuchać jego wyjaśnień i przeprosin. Miała go za kogoś niepoważnego, kto bez przemyślenia porzucił swoją rodzinę.
Jakby na to nie patrzeć miała rację.
On jednak wcale nie zamierzał się tłumaczyć, wiedział, że to byłoby daremne.
Poza tym tylko sam rozumiał, że musiał pokonać tą drogą by zrozumieć wiele spraw i by dorosnąć. Bez tego nie byłby w stanie być dobrym ojcem i mężem nawet jeśli zostałby w domu.
Jedyne, co jest w stanie jej powiedzieć, to zapewnić ją:

On tylko rzekł: Już nigdy więcej…


Jest to obietnica tego, że nigdy więcej ich nie opuści, nigdy więcej nie zawiedzie i nigdy więcej nie będzie tym, kim wcześniej był- niedojrzałym dzieckiem w skórze dorosłego faceta…

PODSUMOWOWOWYWUJONC:
Mamy do czynienia z symboliką ciężkiej drogi do dorosłości. Przyjęcie bólu i cierpienia, zmierzenie się ze swoimi błędami i odkrycie samego siebie czyni nas nowymi ludźmi, którzy są zdolni do faktycznego, dojrzałego życia. 
Taka droga jest naszą ludzką Golgotą. Droga na Szklaną Górę jest trochę jak droga Jezusa do krzyża. W kulminacyjnym momencie wygrywając naszą walkę z grzechami, tracimy życie by potem odzyskać je z powrotem lecz odmienione i znacznie piękniejsze niż kiedykolwiek przedtem ono było.
Po ludzku Jezus też przegrał- stracił w końcu życie, a ludzie odwrócili się od niego pomimo tego, co robił. Jednak, jak widać, ta "przegrana" była zwyczajnie początkiem czegoś nowego. W rzeczywistości była spektakularnym zwycięstwem o którym do dziś mało osób ma pojęcie, bo w nie nie wierzy. 
Bądźmy gotowi na naszą drogę i miejmy w sobie na tyle sił by podołać jej trudom. Dostrzeżmy nasze błędy i stoczmy z nimi walkę. Skończmy ulegać pokusom przez, które PRAWDZIWE, DOJRZAŁE, ODWAŻNE I DOROSŁE ŻYCIE staje się dla nas czymś nieosiągalnym.

 Mam nadzieję, że ta symbolika na coś się przydała, bo pisałem ją bardzo długo i mam dość Szklanej Góry na najbliższy miesiąc. Uznaję, że to jedno z lepszych moich dzieł, jednakże do Czwórki mu daleko.

Czekam na komentarze!



Komentarze

Prześlij komentarz