Szklana Góra - AKT X



AKT X

ŻONA WIATRU znów w sukni z drugiego aktu.

ŻONA WIATRU
Tak też dzielny WĘDROWIEC odkrył,
Patrząc w jedyne, niestłuczone lustro,
Na całej Szklanej Górze,
Kim tak naprawdę jest.

Przezwyciężywszy przeciwności stojące mu na drodze,
Stanąwszy na przekór wszystkim pokusom,
Osiągnął cel swej podróży.
Stał się mężczyzną.
Pomimo swojej dorosłości nie był jednak wciąż dojrzały.
Po tym co przeszedł,
Po tym co widział,
Po tym czemu się oparł,
Dopiero po tym wszystkim zszokowany uwierzył w to kim jest,
Kim się stał,
W kogo się przemienił.

Krzywe,
Potłuczone podobizny samego siebie…
Mógł się w nich zatracić,
Mógł w nie uwierzyć,
Widząc dookoła ludzi słabych,
Żyjących bez samych siebie,
Bez jutra,
Bez nadziei…

Zimne potoki,
Obmyły mu nogi.
Oczyściły
I rany zasklepiły.

Oczy mu to otworzyło,
Życie całe naprawiło.
Wrócił do domu uprzednio porzuconego.
Do żony, dzieci i dobytku własnego.
Tam ona zagrzmiała: Wyjdź stąd czym prędzej!
On tylko rzekł: Już nigdy więcej…




KONIEC



Komentarze

  1. Drugie zdanie najpiękniej kończące utwór jakie przeczytałam, zaraz po "Mistrzu i Małgorzacie".
    Czekam na opracowanie, żeby dowiedzieć się, jakie symbole przegapiłam :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz