Szklana Góra - AKT VIII
AKT VIII
ŻONA WIATRU w sukni
ślubnej tańczy z bukietem kwiatowym.
ŻONA WIATRU
Wiwat, wiwat! Hip hip! HURA!
Tak przegrała czarna chmura!
Teraz już droga idzie na sam szczyt,
Jednak gdzieś tam się zagubił mój kochany ludzki byt.
Patrzeć już nie może na te oszukańcze twarze,
Na te lustra dookoła, na kuszenie i miraże.
Pomóc jakoś się starałam,
Twarz mu bryzą opłukałam,
Tak jak wcześniej i zawiałam, gdy zatracił się w tym mroku…
Chociaż nie powinnam, jednak jak mam patrzeć na to z boku?
Teraz on szalony, z łzami w oczach miota się po schodach,
Rozdarł i wyrzucił ubiór, potem krążył nago w luster ogrodach.
Już zatracić wszystko zdołał, co zatracić mógł.
W swym amoku wściekle w pierś swą pięścią tłukł.
Biegł w nieznane, hen ku górze,
W głowie jego sztormy, burze…
Nic już on nie zauważył,
I brak luster zlekceważył…
Stopy jego zimne, ranami pokryte,
Nie poczuły, kiedy wodą zostały obmyte…
Biegnąc wprost zobaczył przed sobą postać stojącą
Nieodzianą, dzikim wzrokiem na niego patrzącą.
Komentarze
Prześlij komentarz