Szklana Góra - AKT VI



AKT VI

Na ziemi leży naga ŻONA WIATRU i wachluje się liściem.

ŻONA WIATRU
Tam przystanął godzin parę,
Nie odpoczął jednak wcale.
Strach mu zmrużyć oka nie dał,
Mój mąż, wicher mu nie śpiewał.
W ciszy siedział sam z myślami,
Był targany emocjami.
Chciał już wracać przerażony,
Chciał się poddać roztrzęsiony,
Chciał już sam wyjść z tamtego piekła,
Aż nadzieja się w nim zlękła
I zaczęła płakać głośno w głowie jego:
„Mój WĘDROWCZE, poddać się- to triumf złego!
Już zaszedłeś tak daleko!
Nie zagaszaj światła mego!”
Wnet iskierka się zrodziła,
W sercu ogień roznieciła.
Mój wybranek wstał,
Rozpalonym potem czoło swoje zlał.
Pokaleczył przy tym całą resztę swoich nóg,
ALE WSTAŁ, BO CZUŁ, ŻE MÓGŁ.




Komentarze