Zatwardziały Zakapior
Pozdrawiam Mariusza, który tego pewnie nie przeczyta, ale i tak go pozdrawiam!
Napisać pragnę o fenomenie.
Miałem nie pisać felietonów, ale nikt nie zaprzeczył, że mają one sens więc yolo.
Napisać pragnę o fenomenie.
Przez ostatnie lata mój szacunek do ludzi był raczej szczątkowy. Wszystko przez pewne zasady, które sobie ustaliłem. Skoro ludzie wychodzą z założenia, że nie będą szanować mnie, to dlaczego ja, nie poznawszy ich i ich marnych, beznadziejnych żywotów, mam szanować ich, skoro z trudnością idzie mi szanowanie nawet samego siebie?
Tak też nie szanuję ciebie, ani innych osób, które mi niczym nie zaimponowały. Wiem, że może się to wydawać dziwne, bo kultura wymaga… Ale w moim przypadku, nie ma czegoś takiego, że coś wypada. Nie stosuję się do tego, bo mnie to drażni. Wyłamuję się z tego schematu postępowań sztucznie miłych.
Napisać pragnę o fenomenie…
…Fenomenie dotyczącym mojego spojrzenia, które uległo pewnemu naprostowaniu. Dotarło do mnie po tych paru latach braku poszanowania dla wszystkich dookoła, że oprócz osób, które mi niczym nie imponują i mnie nie szanują, są też takie, które to robią.
Tak, zajęło mi to parę lat.
Lepiej późno niż wcale, jak mawiają klasycy.
Do tego stopnia wzbudziło to we mnie poczucie winy, że aż postanowiłem coś z tym NATYCHMIAST zrobić.
Zaprosiłem w rezultacie moich najbliższych przyjaciół na spotkanie przy kawie tudzież (czyli „i”) lodach. Zacząłem rozmawiać i zagajać na temat szacunku, kultury i poprawności, które mnie odrzucają. Pod koniec dłuższej dyskusji na te tematy, wyprostowałem się, spojrzałem moim rozmówcom w oczy, wstałem i przy światkach w postaci kawiarnianych gapiów, z najszczerszą intencją podziękowałem za wspieranie mnie. Zapewniłem o tym, jak wdzięczny jestem za poświęcany mi czas i zapasy cierpliwości, jakie do mnie mają, a także przyznałem, ze bez nich nie poradziłbym sobie i pewnie już dawno, gdzieś tam po drodze, poległbym.
Czemu ja o tym fenomenie piszę?
Wygląda jakbym się chciał pochwalić?
Felieton ma za zadanie coś tam przekazać, prawda?
Widzisz, ja bym chciał ci pokazać, że takie zatwardziałe zakapiory, jak chociażby ja, przy odrobinie ambicji i samokontroli potrafią ruszyć się ze stagnacji, w jakiej się znajdują, dostrzec i nawet spróbować naprawić swoje błędy.
Czemu mam być zatwardziałym zakapiorem skoro mogę się stale zmieniać na lepsze, wcale nie rezygnując przy tym z siebie, z bycia szczęśliwym, prawdziwym sobą. Jestem człowiekiem gumą, który rozciąga się i napina w zależności od potrzeb, by w rezultacie osiągnąć wyższy poziom świadomości tego, do czego tak właściwie jestem w stanie dojść by stać się dobrą, ale stabilnie stąpającą po ziemi, osobą.
W pewnym lubianym przeze mnie anime, na postawie mangi o tytule One Piece, główny bohater, młody pirat o imieniu Luffy, posiada zdolność rozciągania się jak guma. Umiejętność ta wydaje się banalna i bezużyteczna, jednak to, co on potrafi robić i w jaki sposób zastosować swój talent, nasuwa jedną, zasadniczą refleksję- autor ma niezłą wyobraźnię. Jedyne czego nie ma on elastycznego to ( nie, nie to o czym pomyślałeś, ty paskudny perwersie) charakter. Twardo stąpa po ziemi, chociaż i on miał moment zwątpienia w sens swojego życia, w momencie, gdy w ramionach umarł mu jego własny brat. Wpadł wtedy w totalną rozpacz, jednak jego przyjaciel przywalił mu siarczyście by się opamiętał. Przypomniał mu, że ma jeszcze swoją oddaną załogę, ma swoje marzenia i ma życie do przeżycia. Stojący na skraju kompletnego załamania bohater, wyszedł wtedy owemu załamaniu na przekór i jak prawdziwy mężczyzna- wziął się w garść i stał się silniejszy.
Postacią, którą podziwiam jest również, wspomniany w innym felietonie, Melvin z filmu Lepiej być nie może. Dręczony nerwicą natręctw, osamotniony, zdziwaczały pisarz, który otwierając się na jedno małe doświadczenie, dotyczące opieki nad psem (nie jest to film o psie, ale od niego się to zaczęło) sąsiada (którego nie lubił), wstąpił tym samym na nowe, lepsze tory swojego dotychczas nudnego i szarego życia. Po latach stagnacji z zatwardziałego zakapiora przeżył widoczną i bardzo realistyczną przemianę wewnętrzną. Polecam gorąco ten film, bo mnie, bardzo inspiruje on do zmian.
Jeśli cię coś męczy, nie daje ci spać po nocach. Czujesz, jak zanurzasz się w gęstwinie ciemności swojej chandry, pomyśl o tym, że tylko i wyłącznie ty masz wpływ na to, co się dzieje. Swoją samokontrolą wypracowujesz silny lub słaby charakter. Tylko ty możesz stanąć na drodze samemu sobie by, do reszty, nie zmarnować sobie życia.
Ambicja do tego działania? Chcesz chyba, żeby było lepiej, prawda?
Siły do tego działania? Zabrzmi trywialnie- módl się, a jeśli nie chcesz to wierz w siłę, którą masz w sobie. Bowiem jeśli sądzisz, że Boga nie ma, to największa siła świata musi tkwić w tobie samym, wystarczy tylko, by ją odkryć, prawda? (Tylko nie popadaj w egoizm, bo wtedy to już zupełnie spierdolisz całą sprawę.)
Zawsze możesz zostać zatwardziałym zakapiorem i jak Melvin- zdziwaczać i zmarnować dziesiątki lat swego życia na stanie w miejscu, z którego nie chcesz wyjść, bo „nie ma możliwości”. Tak wcale nie musi być. Nawet jemu udało się w tego wyrwać. Zawsze masz wybór, jaki chcesz być- dobry, czy zły.
Ja byłem zakapiorem przez parę ostatnich lat. Z zewnątrz może nie zawsze, ale wewnątrz o wiele bardziej. Wszystko zaczęło się od napisania o Nałogowym Odwlekaniu. Sam tak się tym nakręciłem, że postawiłem sobie pierwszą rzecz- nie odkładać niczego na potem. Od tego się zaczęło. To był pierwszy, najtrudniejszy, najważniejszy krok.
Nie masz pojęcia, ile wymaga ode mnie spojrzenie w oczy komukolwiek, gdy mówię szczerze o tym, co czuję. Przełamałem się.
Ile wymaga wyprostowanie się, publiczne powstanie i wygłoszenie oświadczenia na temat swoich błędów i przeprosiny za nie. Przełamałem się.
Nie czyni mnie to jeszcze super-bohaterem, świętym, czy człowiekiem gumą z japońskich bajek, ale przełamuję się. A to już coś. Nie wiem, czy dałbyś radę. Ja bym nie dał. A dałem.
I po tym wszystkim usłyszeć „my przecież wiemy, że ty jesteś dobry” i szczerze, z całego serca NIE CHCIEĆ usłyszeć „dziękuję”, to zadziwiające, intrygujące, niebywałe, jedno z najcenniejszych wspomnień, jakie pozostanie w mojej pamięci.
Przełam się, to boli, to godzi w twoją pychę, to wymaga wysiłku, ale jakie to daje bombowe rezultaty!
Spróbuj tego, zrób pierwszy krok.
Otwórz się, ty zamknięty, zatwardziały zakapiorze!
Obudź się, bo mając zamknięte oczy jesteś równie ślepy, jak gdy sądzisz, że nie masz wpływu na to, co przeżywasz i jakie decyzje podejmujesz.
Daj się poniżyć byś nie był egoistą, byś nie tworzył sobie własnego, sztucznego świata, nad którym w rzeczywistości nie masz żadnej, faktycznej władzy.
Ty cholerny zakapiorze, weź się za siebie i nie zmuszaj mnie bym i tobie, zupełnie cię nie znając, powiedział, że mi na tobie zależy i że nie chcę cię stracić…
https://www.youtube.com/watch?v=1rA64IiPiuY
OdpowiedzUsuńdobre przesłanie!
Usuń