1. Ruet


Zamek, w którym znajdował się szpital był dziedziczną własnością szwedzkiego króla. Przekazał go on jednak służbie zdrowia by ją wspomóc w polsko-szwedzkim przedsięwzięciu leczenia "ciężkich przypadków".
Oczywiście placówka została szybko okrzyknięta płatną i tak już zostało, chociaż zamierzenia były z deczka inne.
Lekarz dyżurny przydzielił Irenie średnich rozmiarów pokoik na drugim piętrze szpitala. Całe szczęście, w nieszczęściu, że w zamku wbudowano windy, bo chodzenie po schodach nie było czymś, co darzyła ona sympatią, w dużej mierze przez swoje problemy z kolanem.
Córeczki pożegnały mateczkę i oddaliły się czerwoną BeeMKą do bramy szpitala.
Irena została sama w pokoju rozpakowując swoje rzeczy i nawet nie prosząc nikogo o pomoc. Była rozpieszczona, była tez bogata, ale ojciec nauczył jej samodzielności, a to cecha, która w każdych czasach jest kobiecie niezbędna do przetrwania na tym cholernym świecie.
Od strony drzwi rozległo się pukanie.
- Proszę. – Odezwała się. Gdy drzwi się otworzyły, okazało się że stała za nimi jedna z sióstr. Kruczoczarne włosy opadały jej na ramiona tworząc fascynujący kontrast z białym, szpitalnym fartuszkiem. Lekki makijaż uwydatniał duże, brązowe oczy i podkreślał delikatne kobiece rysy. Miała na oko 30 lat, ale nie więcej niż 31. Szczupła, uśmiechnięta i wyprostowana odezwała się w końcu:
- Witam panią, pani Tarińska. Kłaniam się. Jestem oddziałową pielęgniarek w tym skrzydle naszego szpitala. - Poinformowała. - Moim zadaniem jest pilnowanie komfortu pani oraz innych pacjentek na tym pietrze. Jeżeli pojawiłby się jakiś problem to prosiłabym o naciśnięcie przycisku na komodzie obok łóżka. - Wskazała palcem na jakiś obiekt za Ireną, która obojętnie patrzyła wciąż na siostrę.
- Dziękuję. - Odparła pacjentka
- Ma pani może jakieś życzenia lub pytania? - Pociągnęła dalej siostra.
- Może mi pani mówić po imieniu. - Odpowiedziała patrząc jej w oczy, ciekawa reakcji, podekscytowana własna otwartością. - Skoro mam w tym wariatkowie spędzić ponad tydzień, milo by było jeśli chociaż siostra dyżurna nie będzie ze mną dyskutować na tle czysto oficjalnym.
Siostra lekko uniosła brwi i uśmiechnęła się szerzej odsłaniając równe, białe rzędy zębów.
- Rozumiem. Jestem Natalia. Jeśli chodzi jeszcze o sprawy organizacyjne to badania będą trwały od godziny 9:00, do około godziny 16:30 w zależności od ich przebiegu. Przerwy na posiłki będą wyznaczane indywidualnie, w oparciu o pani potrzeby i badania. - Na chwilę przystanęła. Irena zastanowiła się w tym momencie czy wyjmować swoje staniki z torby, czy może lepiej zostawić je w środku. - Na stołówkę może pani iść w dowolnej chwili, jest czynna całą dobę. - W uszy zakłuł jej nietutejszy akcent. Przez myśl przewinęło się pytanie "Skąd pochodzisz Natalio, bo na pewno nie z polski?" - Z mojej strony to wszystko. - Uśmiechnęła się raz jeszcze. - Życzę pani, pani Ireno, miłego pobytu.
- Ireno. – Poprawiła ją kobieta.
Zamrugała porozumiewawczo po czym, zamknęła drzwi i Tarińska została w pokoju sama ze swoimi myślami.
Bardzo sympatyczna obsługa jak na szpital.
Czuła się bardziej jak w kurorcie niż w klinice. Następnego dnia miały zacząć się badania, więc istniała możliwość, że może ich przebieg zdewastuje opinie Ireny o tym miejscu.
Póki co postanowiła rozwiązać pierwszy, kluczowy problem, jaki się pojawił od momentu jej przyjazdu i pozostawić biustonosze w torbie.



Komentarze