Spokój i Niespokój




Tylko spokój może nas ocalić.
A cierpliwość to niewątpliwie wielka cnota.
Co do cierpliwości to u mnie trochę krucho, chociaż bywam tez wytrwały.
Jednak niepokój i niespokój to u mnie częstszy problem.
Nie wiem czy z moich złotych myśli cokolwiek wynika w kupie, ale pojedynczo zawsze mam wrażenie, że mają one sens, tak też jest i tym razem.
Spokojnie spóźniając się na zajęcia, idę sobie dworcem pisząc ten wywód.
Jakbym przejmował się takimi błahostkami, jak ta śmieszna uczelnia, to dawno dostałbym wrzodów od żołądka aż po sam język.
Czujesz to opanowanie?
Problemem stanowią emocje.
O tyle co racjonalnie wiem, że czas nie jest pod moją, kontrolą i musze być świadom tego, że jak się spóźniłem to nie cofnę tego, żeby słuchać wykładu tego człowieka, który, w gruncie rzeczy, kompletnie nie ma bladego pojęcia, co robić i mówić, o tyle niestety, kiedy moje serce zaczyna grać Vivaldiego to ciężko mi się opanować i jakoś podejść do sprawy jako tako z dystansem.
Przeważnie moment, kiedy serce coś tam pogrywać zaczyna, jest też momentem, kiedy moja cierpliwość kończy się, a wraz z końcem cierpliwości przychodzi często i koniec spokoju, który jako jedyny, może nas uratować.
Przed czym?
Jakbym miał być bardzo głęboki to rzekłbym, że przed nami samymi, ale ja osobiście tak nie uważam, a przynajmniej nie w zupełności się z tym zgadzam.
Przed nami samymi nic nas nie może uratować, bo za dużo idiotycznych błędów popełniamy np jak te patafiany idące środkiem chodnika tempem wolniejszym od tempa mojej babci po udarze, a potem zatrzymujące się na środku, tak z dupy.
Ja recytuje wówczas w myślach koronkę ze wszystkich przekleństw jakie znam i próbuję przecisnąć moje 55 kilogramów (w przybliżeniu zaledwie tyle ich mam) przez te zepsute humanoidalne coś, któremu chyba wyładowały się baterie albo nastąpiło gdzieś zwarcie.
Rzecz jasna to urządzenie nie ma absolutnie poczucia obecności dookoła siebie kogoś jeszcze, nawet kiedy tym kimś jest taka wesz jak ja.
W związku z tym najlepiej rozbić sobie namiot na środku chodnika, przede mną. Rozłożyć wszystkie torby, usiąść sobie na składanym krzesełku i sącząc soczek, zacząć coś wpierdalać, machając drugą ręką maczugą, tak żebym ja już nie miał szans by przejść.
W takich sytuacjach też, czasem tracę cierpliwość i potrafię delikatnie przeprosić i przepchnąć się boczkiem, co skutkuje obrzucenie mnie gnojem, morderczym spojrzeniem z całkowicie zszokowanym wyrazem twarzy, że jak śmiałem, że o co chodzi, że o rzesz kurwa…
Potem czuję się jak kupa, bo znów straciłem spokój, ale no co? Miałem stać i czekać aż uśnie czy cos ? Bo żeby sam poszedł, przeszedł, przesunął się, to na to nie ma nawet co liczyć.
Tak przez ślepotę i nierozgarnięcie kogoś innego zdenerwowałem się, utraciłem opanowanie i kontrolę nad sobą. Racjonalnie mógłbym stwierdzić, że to zwyczajna sprawa, że są ludzie, którzy chodzą środkiem jak święte krowy, albo są hodowani na potrzeby wyprowadzania mnie z równowagi, w jakichś piwnicach pod pałacem kultury czy coś. Ale ja nie umiem się wtedy nie zdenerwować!
Co dopiero, gdy mi się w relacji z kimś coś psuje. Ciężko zachować spokój i cierpliwość jak wewnętrznie coś mnie roznosi.
Tak to jest, że rozum nie zawsze trzyma w ryzach emocje i uczucia, zwłaszcza tak silne jak gniew i miłość. Przypominając moje dawne opowiadanie „Autobiografia”- od miłości do nienawiści dzieli nas tylko jeden krok. A czasem, żeby te skrajne emocje uspokoić potrzeba wpierw samemu się uspokoić. I tak też zataczamy koło, bo tych emocji uspokoić się niemalże nie da.
Samokontrola? Fakt, ale nie ma tak, że wszystkiemu uda się zapobiec. Czasem to nawet lepiej zrobić coś impulsywnie, raz i porządnie pod wpływem emocji wygarnąć lali: „kobieto przesuń się, a nie stajesz na środku, jak krowa.”- myślę że takie zachowanie może racjonalne nie jest, spokojne też, ale z pewnością zostanie zapamiętane i ostatecznie wyniesie pewne doświadczenie dla obu ze stron. Mnie nauczy odwagi i tego by czasem być asertywnym poza swoim spokojem i cierpliwością (która cnotą jest niewątpliwie), a lala może się przebudzi i zacznie myśleć… chociaż na to ostatnie bym niestety nie liczył.

Komentarze