Młodsze i Starsze Dzieci


Jeśli chodzi o rzeczy, które mnie drażnią, to trzeba by poszperać w różnicach pokoleniowych. Niewątpliwie zajmującym tematem jest życie naszych rodziców i dziadków, którzy to żyli w czasach komunizmu. Daje sobie obie ręce uciąć, że (czytelniku, kimkolwiek jesteś) słyszałeś od chociaż jednej osoby w życiu, że "za komuny to nic w sklepach na półkach nie było".
Nie chwaląc się, pisałem rozszerzoną maturę z historii, dodatkowo był ten przedmiot moim konikiem w czasie edukacji. Nasłuchałem się dodatkowo od krewnych i w telewizji i wszyscy, jak jeden mąż, nie przyjmują do wiadomości, że ja już skądś wiem, że "wszystko kiedyś było na kartki". Są za to święcie przekonani, że mnie taka informacja zaciekawi. Może byłaby dla mnie interesująca w podstawówce, nie zaprzeczam, ale z pewnością nie na studiach, gdzie tydzień temu jeden z wykładowców tłumaczył mi i mojej grupie, co to takiego ten cały "ogórek".
Wydaje się to co najmniej dziwne jeśli "dorośli" powtarzają jak dzieci, w kółko to samo, nieświadomi tego, że w szkołach jest historia. Usprawiedliwiając niedowiarków, którzy są zdania, że "oni was tam niczego w tych szkołach nie uczą", to fakt, 3-5 razy mogę jeszcze usłyszeć od nich o zajmujących komunistycznych trudach życia codziennego jako, wybornie przeterminowanej wkładce do rosołu przy wspólnym obiedzie, w gronie rodziny, ALE JAK BOGA KOCHAM, po 30-tym razie, kiedy dowiaduje się o tym, że "były w PRL-u kolejki" większe niż do Auchan'a w przeddzień Wszystkich Świętych, zastanawiam się, czy to ze mną jest coś nie tak?
Można by powspominać stare czasy, kiedy starsi "dorośli" byli mniej "dorośli", bo miło jest wracać do pewnych WESOŁYCH epizodów w życiu i tego jak dzielnie sobie radzili w innych czasach, w innym ustroju, ale czemu wobec tego historie te są tak wybitnie smutne i przygnębiające za każdym razem. Ponad to, wiadomości (przykładowo) o trudach z życia młodszych "dorosłych" są czymś zupełnie nieinteresującym dla starszych "dorosłych". Przecież starsi "dorośli" nie wiedzą, jak czasy postkomunistyczne odebrali żyjący już młodzi "dorośli", którzy wychowywali się przy wielkich monitorach kineskopowych i z roku na rok obserwowali jak te chudły w oczach aż do dziś, gdy są one grubości palca.
Tak oto dochodzimy do ciekawego wniosku, że młodsi "dorośli" znają zarówno stare jak i nowe realia, dodatkowo odnajdują się w aktualnym wieku, przy natłoku technologii i tym podobnych, ale zdaniem starszych "dorosłych" na dobra sprawę to gónwo wiedzą o życiu, bo przecież nie stali nigdy w prawdziwej kolejce ani nie jeździli ogórkiem.
Jako przedstawiciel młodszych "dorosłych" stwierdzam, że nie wiem w czym jestem gorszy od starszych "dorosłych", oprócz tego, że mam na tyle mało asertywności, że po raz 50-ty słucham cierpliwie o tym "jak to było za komuny". Wiadomo, że poszczególne generacje czasem nie znajdują wspólnego języka i wzajemnie się nie rozumieją (ja to rozumiem), jednak po co wciąż próbować młodszych "dorosłych" nauczać tego samego? Jeśli ktoś nie ma żadnej życiowej nauki płynącej ze swoich doświadczeń to niech nie powtarza wciąż takich banałów, z których wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, bo na nikim nie zrobi to wrażenia, a tylko wykreuje jego autoportret jako starego, zmolestowanego życiem magnetowidu, odtwarzającego w kółko to samo nieistotne nagranie.
Sądzę, że na miejscu starszych "dorosłych" nie będących (jeszcze) ludźmi starszymi nie jest bezwartościowa wiedzą, jak korzystać z internetu w telefonie albo ustawić samodzielnie kanały w TV. Ci jednak wolą raczyć mnie i moje pokolenie kolejną porcją rozgotowanych ogórków z dodatkiem czekolady z NRD, niż dowiedzieć się jak odczytać SMS'a w ich własnych telefonach.
Starsi "dorośli" pod warunkiem, że chcieliby, to mogliby, tak samo żyć w dobie smartfonów i internetu jak młodsi "dorośli", wystarczyłoby żeby posłuchali choć raz tego, co do nich mówimy i jak im coś wyjaśniamy, z taką uwagą jak nasza, gdy słuchamy od nich o komunie po raz 80-ty. Takie żmudne próby tłumaczeń zwieńczone w 90-ciu procentach niepowodzeniami, podsumowane zostają długimi rozmowami o jeszcze dłuższych kolejkach, stanie wojennym i pustkach w sklepie, a często dodatkowo autorskimi podsumowaniami, że
za komuny
żyło się
lepiej...



Komentarze