Czwórka 3

Tu już zacznie się dziać na serio.



Obudził mnie dzwon.
Wstałem i otworzyłem drzwi do pokoju. Gość siedział na łóżku i patrzył prosto na mnie. Obmyłem głowę wodą. I zaprosiłem go do kościoła. Nie przebrałem się, nie chciałem żeby to widział. Zapaliłem świece i podszedłem do kamieni. Gość usiadł w trzeciej ławce i obserwował. Ja ucałowałem kamienie i zacząłem je ocierać.
Co robisz?
Pielęgnuję kamienie.
Mogę ci pomóc?
NIE.
Dlaczego?
Bo to moja praca.
Ale…
Moja praca. Tylko moja.
Rozumiem.
Wtedy podszedł do pierwszej ławki i uklęknął.
Nie wolno się tu modlić.
Dlaczego?
Bo nie ma księdza.
A gdzie jest ksiądz?
Nie ma.
To, po co kościół?
Nie wolno, niech się pan nie modli.
Zignorowałem to pytanie. Byłem niemiły, ale mam swoje zasady.
Wstał. I podszedł do kamieni, tam gdzie też i ja byłem.
Po co pan przyszedł do kościoła?
Po co palą się świece?
Żeby kościół był gotowy.
Na co?
Na wiernych.
Jestem wierny.
Nie wiedziałem, co zrobić, więc udawałem, że wszystko jest pod kontrolą i dalej ocierałem kamienie.
On zrobił krok w przód. Po czym zerwałem się na równe nogi i zagrodziłem mu drogę.
Czy ty oszalałeś?
Zapytałem go.
Nie.
To, czemu zbliżasz się do ołtarza?
A dlaczego nie mogę?
Na ołtarzu jest miejsce tylko dla księdza.
Ale nie ma księdza?
Dokładnie.
Więc ja tam wejdę.
Nie wolno ci. Mi też nie wolno.
Kto ci zabronił?
Ja.
A kto mi zabrania?
Też ja.
Rozumiem.
Nie rozumiesz.
Rozumiem.
Wcale nie!
Nie krzycz, bo jesteś w kościele.
To mnie pokonało. Miał rację. Znów miał rację. Ale tym razem nie byłem tylko brudnym kłamcą i oszustem, wyrzucającym biednych, bezbronnych ludzi ze schronienia, teraz byłem lekkoduchem bez zasad moralnych. Złamałem prawo. Stałem się przestępcą. Bez wartości, bez honoru… Czy byłem wciąż mężczyzną? Kim się stałem? Co ja wyprawiam?
Odsunąłem się.
Ręce mi drżały.
To koniec świata.
Wszedł na ołtarz i zaczął ruszać przedmioty na stole.
Nie wytrzymałem.
Wbiegłem do pokoju jak oszalały i wyciągnąłem z szafy pas, zawiesiłem go sobie na szyi i zacząłem zaciskać.
Dziurka pierwsza,
druga,
trzecia,
czwarta...

Komentarze