Tolerancyjnie
Spontanicznie napisane! Miałem to w planach od dawna, ale
dopiero teraz zrealizowałem.
Opowiadanie, bez większego sensu i bez głębszego wątku.
Czytając je zastanów się kto jest głównym bohaterem i... Czy
to pan czy pani?
Godzina 4:20, a ja w stanie niemal agonalnym wstaję do
pracy. Dasz wiarę ? Mijając trzeci zakręt przeklinam w myślach dzień w którym
spotkał mnie "zaszczyt" pracy w korpo. Na przystanku tradycyjnie, jak
co dzień o godzinie 5:04, stoi postać w kapturze na widok której na plecach mam
ciarki. Pociągała twarz, głowa spuszczona i cudowne, błękitne oczy zakotwiczone
w ekranie iPhone'a 5. Grzywka zasłania czoło, a ogólnie widoczne rysy twarzy i
proporcje ciała w czarnym płaszczu wyglądają na ten sam rocznik, co i mój. Tyle
wygrać. Problemem było tylko, jak by tu zagadać. Na samą myśl, że to druga
strona miała zacząć konwersacje, zalewał mi twarz krwistoczerwony rumieniec.
Gdyby moja głowa wystawała nieco ponad 170 cm może ilość kompleksów,
niepozwalających mi wydusić słowa, zmalałaby jedynie do rozmiaru moich,
wielkich ud ud.
Latem o 5:04, gdy nie ma na sobie tego czarnego płaszcza,
średniej długości włosy odbijają promyki wschodzącego słońca.
To nie jest tak, że ja się boję zagadać, czy też mam opory,
że tak nie wypada zaczepiać takich cudeniek, jak oto te, które stoi przede mną.
Ja po prostu nie mam do tego okazji i tyle.
Tego dnia nieco uległo to zmianie. Bo była godzina 6:08.
Godzina 6:08. A autobus nie podjechał. Gorączkowe rozglądanie się po ulicy
przyciągnęło na mnie uwagę jedynej osoby stojącej na przystanku. TEJ osoby.
-Gdzie on jest? Już 3 minuty się spóźnia.
Zabrzmiał za mną zniecierpliwiony głos. To zdanie z
pewnością nie było skierowane ani do siebie, ani do nikogo innego, jak tylko do
mnie. Kultura wymaga by odpowiedzieć:
- Pojęcia nie mam... Ale pewnie spóźnię się przez to do
roboty. - Wyszło mi z ust jakoś, chociaż z lekkim oporem.
- Tak samo jak i ja. - Odpowiedział strapiony głosik. -
Często cię tu widuję, czy mogę cię o coś zapytać?
O matko! O tak!
- Proszę, pytaj, nie ma sprawy.
Moje umiejętności aktorskie wywarły na mnie w tamtym
momencie całkiem niemałe wrażenie.
- Gdzie cię tak męczą, że od dwóch lat codziennie widuje cię
tu o tak rannej porze?
Wciąż w oczami wciąż wpatrzonymi w zakręt z którego miał
przyjechać cholerny autobus, udało mi się wydać dźwięk, przypominający
westchnienie zmiksowane z rozbawieniem
- Korporacja firmy "Tegewa". Tak się złożyło...
Portfel nie sługa, a tylko tam mieli wolne miejsca.
-Rozumiem.. Lubisz takie korporacje czy coś innego cię
bardziej kręci?
Tez mi pytanie! Ty mnie kręcisz, hahaha!
- Nie znoszę jak pająków! W sumie, nie należę do
wymagających ludzi. Praca w handlu by mnie satysfakcjonowała. - Tak, to byłoby
całkiem spoko na tamtą chwilę.
- Świetnie się składa! Jeśli sobie życzysz to mogę ci coś
skombinować, bo u mojej przyjaciółki w sklepie potrzeba kogoś, zaufanego do
pracy.
Moje spojrzenie pełne nadziei powędrowało w stronę jedynej,
żywej istoty na ulicy. TEJ istoty. W dodatku proponującej mi pracę innym od
tego zastanego korpo!
- Na prawdę? O rany! - Wtedy nawet moje umiejętności
kamuflażu ustąpiły. - Ale przecież nawet mnie nie znasz...
- Jak to nie? widuje cię tu codziennie od dwóch lat i prawie
codziennie, zastanawiam się kiedy w końcu się odezwiesz.
Z obu stron poleciała wtedy salwa śmiechu, stłumiona
odgłosem nadjeżdżającego busa.
- W porządku. Jutro, na przystanku dam ci odpowiedź. - Rzecz
jasna odpowiedź brzmiała już w mojej głowie i brzmiała ona: "TAK!",
ale wciąż głupio mi było troszkę.
Ostatecznie to nie mi dane było powiedzieć TO, pierwsze
zdanie, które zaczęło TĄ, pierwszą rozmowę. Trochę szkoda, ale no jakoś mnie
już to nie obchodzi, tak jak wtedy.
Wchodząc do pustego autobusu, wymieniliśmy się jeszcze
numerami telefonów, a w późniejszej konwersacji SMS-owej umówiliśmy na
wieczorną kawę. I to uczucie, żeby się nie zauroczyć, nie stracić głowy i tak
dalej.
To było niesamowite szczęście, sytuacja raczej nietypowa,
ale niesamowicie przez to wyjątkowa.
Nawet mi się w głowie nie mieściła tak szalona myśl, że
dziś, po 2 tygodniach, będziemy już parą, a ja będę to wam z taką radością
opowiadać. Żałuje tylko zwlekania, chociaż są tacy, którzy twierdzą, że wyczekane
lepiej smakuje.
Nie bójmy się, moi drodzy, bo tracimy tylko czas, który
mógłby posłużyć nam lepszemu, szczęśliwemu życiu! Nie bójmy się!
Odwagi, ludziska!
Twoim zdaniem kobieta i facet, kobieta i kobieta czy facet i
facet?
Komentarze
Prześlij komentarz