Bez Nazwy
Uśmiech się na usta pcha!
Spoko, spoko. Wszystko gra!
Z boczku tylko coś tam więdnie,
z majestatem, tak umiera pięknie.
Czarna róża?
Nie... To dusza.
Zdycha...
Wokół ciepłych łez kałuża,
ona ginie... Tak, w katuszach.
Wzdycha...
Ciało przemęczone życiem.
Życiem? Prędzej pustym, smutnym byciem.
Nie jest żadnym już odkryciem,
że choć jest tu, na tym świecie,
tam gdzie ludzie, tam gdzie śmiecie,
nic go już nie uratuje.
Prędzej flaki zeń wypruje,
wypatroszy, zdepcze, spali,
niż go któryś z nich ocali...
Serca wszystkich wewnątrz puste,
oczy ślepe, brzuchy tłuste.
Twarde palce zimnych dłoni
obejmują spusty broni.
Nikt nie strzela... Wszyscy grożą,
że do grobu je położą.
Straszą,
krzyczą,
krzyczą,
straszą...
Nienawistne ludzkie głosy....
Stają dęba wszystkie włosy.
Głupi ten, kto przez to ryczy,
nikt go przecież nie usłyszy...
Z każdym dniem jest coraz gorzej,
żaden już mi nie pomoże...
Spoko, spoko. Wszystko gra!
Z boczku tylko coś tam więdnie,
z majestatem, tak umiera pięknie.
Czarna róża?
Nie... To dusza.
Zdycha...
Wokół ciepłych łez kałuża,
ona ginie... Tak, w katuszach.
Wzdycha...
Ciało przemęczone życiem.
Życiem? Prędzej pustym, smutnym byciem.
Nie jest żadnym już odkryciem,
że choć jest tu, na tym świecie,
tam gdzie ludzie, tam gdzie śmiecie,
nic go już nie uratuje.
Prędzej flaki zeń wypruje,
wypatroszy, zdepcze, spali,
niż go któryś z nich ocali...
Serca wszystkich wewnątrz puste,
oczy ślepe, brzuchy tłuste.
Twarde palce zimnych dłoni
obejmują spusty broni.
Nikt nie strzela... Wszyscy grożą,
że do grobu je położą.
Straszą,
krzyczą,
krzyczą,
straszą...
Nienawistne ludzkie głosy....
Stają dęba wszystkie włosy.
Głupi ten, kto przez to ryczy,
nikt go przecież nie usłyszy...
Z każdym dniem jest coraz gorzej,
żaden już mi nie pomoże...
Komentarze
Prześlij komentarz