Ah, Słodka Gorczyco... AKT II

Akt II. 



AKT II


(TAKSÓWKARZ podjeżdża we wskazane miejsce, do samochodu wchodzi młody biznesmen.)
TAKSÓWKARZ
Witam, witam
i o zdrowie szanownego pana pytam.

BIZNESMEN BOGDAN
Całkiem kiepskie jeśli szczerze mówić mam.
Ze szpitala jadę, by już nie chorować tam.
Nerwice, zawały i ze wszystkim sam…

TAKSÓWKARZ
Życie samemu sprawa kiepska,
a sama samotność- klątwa nieziemska.

BIZNESMEN BOGDAN
Otóż to,
samotność- czyste zło.

TAKSÓWKARZ
Gdzie mam jechać?

BIZNESMEN BOGDAN
A pan jeszcze głupio pyta?
Jak najdalej stad pan zmyka,
tam gdzie będzie w końcu lepiej.

TAKSÓWKARZ
Znaczy?

BIZNESMEN BOGDAN
Znaczy trochę cieplej.
Może do Egiptu? Może na Hawaje?
Moje zdrowie, moje nerwy...  ja się tu nie nadaję!
Do Polski się nie przyznaję.

TAKSÓWKARZ
Szybko zatem na lotnisko?

BIZNESMEN BOGDAN
Wpierw do domu, zabrać wszystko!
Skierniewicka - całkiem blisko.

TAKSÓWKARZ
Już się robi panie miły,
czemu pan tak niecierpliwy?

BIZNESMEN BOGDAN
Skąd te nerwy?
Może te szpitalne żarcie z konserwy?
A tak serio to przez prace.
Ludzie skrzeczą, że nie płace!
Bzdury, proszę pana! Bzdury!
Niech mnie pozwą do prokuratury!
Ja człowiekiem jestem prawym!
I w postanowieniach zawsze stałym!
Płacić za urlop nie będę bo nie mam!
Czy ktoś proszę pana na tym świecie pieniędzmi sra?
Jeśli tak, to nie ja.
Nie dam i niech się kłócą jak chcą!
Figę z makiem ode mnie dostaną!
Kredyty do spłaty? Rodzina na głowie?
Co ten łapczywy robotnik nie powie?
Wiele osób ma,
a tak nie narzeka.
Ja wyjeżdżam stąd daleko,
tam gdzie tylko ambrozja nektar miód i mleko!

TAKSÓWKARZ
(Jąkając się lekko.)
Nie do końca jestem pewny, proszę pana.
Czy pan dobrze to układa?
Czy to wszystko idzie prawnie?
Czy tu czyjś łeb nie spadnie?

BIZNESMEN BOGDAN
Spokojnie! Ja tu ręczę!
Przed Bogiem padam i klęczę,
że ja nikomu nic nie zrobiłem ani nie zrobię!
Prędzej z nerwów i stresu zaszkodzę sam sobie.

TAKSÓWKARZ
Cóż, nie moja jest to sprawa
lecz ryzykowna to zabawa…

BIZNESMEN BOGDAN
Ryzykowna
i „nerwowna”.
Stad problemy me za zdrowiem.
Więcej panu już nie powiem.

TAKSÓWKARZ
Już na miejsce docieramy…
Portfel zatem wyciągamy.

BIZNESMEN BOGDAN
Straszna to zmora,
zapłaty pora.

TAKSÓWKARZ
Dla kogo ciężka, dla tego ciężka,
dla mnie ochota do pracy większa.
Jak portfel grubszy,
to brzuszek tłustszy.

BIZNESMEN BOGDAN
(Ciszej)
Im portfel lżejszy,
tym człowiek pazerniejszy.

TAKSÓWKARZ
(Głośno)
A jak za nadto wielki,
półdupki niczym żelki.
Dziękuję za rozmowę i powodzenia życzę,
kiedy klient hojnie płaci, niczym prosie kwiczę!
(BIZNESMEN BOGDAN płaci i wychodzi bez słowa. TAKSÓWKARZ patrzy na zapłatę.)
Ja jak prosie, ten jak świnia,
a to skąpy dziadolina!

Komentarze