Legenda o Komim z Bukaj

Dane do Rejestru PPU:
Imię: Komi
Pochodzenie: Stolica Ruberu - Bukaj
Rasa: Nieśmiertelny
Status: Martwy, ciało uległo samozapłonowi w wyniku osiągnięcia stanu Nadpotęgi
Talent: Siła woli przekształca się w niewidzialne pole siłowe pochłaniające strzały i odbijające je ze zdwojoną siłą
Nastawienie: Pomimo zakazu od królowej Ruberu wsparł rebelię w II wojnie kontynentalnej, został wygnany z ojczyzny i udał się do Gojonu skąd przejęli go agenci rebelii. Został mianowany generałem i wraz z gen. Rebeką "Reki" przewodzili powstaniu w Niomie. W Ostatniej Bitwie osiąga stan nadpotęgi i umiera zostając prawdopodobnie wchłoniętym przez własną tarcze.
Komentarz: Pośrednio przyczynia się do powstania PPU.

[...] Położył ręce na ścianie, która już powstała choć nie było jej widać.
Zmarszczył czoło, przymknął powieki i czuć było, że nawet wiatr nie przedostaje się przez jego, magiczne pole siłowe.
Wojsko stało w szeregu przyglądając się z powagą temu, jak Komi dzielnie starał się utworzyć największe pole siłowe w dziejach świata.
Choć nie czuć było w powietrzu potu wojowników, to nie dało się zaprzeczyć, że dookoła unosił się śmierdzący swąd strachu.
Ostatnia, wolna armia kontynentu stała jakby oczekując na własną rzeź.
Jeśli plan nie zadziała, nie będzie już drugiej szansy, bo zginą wówczas ostatnie waleczne serca, służące poległym już wolności i tradycjom.
Po kilkudziesięciu minutach Komi uniósł głowę wciąż kurczowo trzymając ścianę z całych sił.
Reki podeszła i otarła mu czoło z potu, który powoli splywal mu na twarz.
-Dzięki - Uśmiechnął się w grymasie wysiłku chłopak
-Komi... - podjęła się tego, ciężkiego tematu- jesteś na prawdę, stanowczo zbyt spięty jak na swoj wiek, ale ta powaga bardzo utwierdza odwagę, którą nosisz w piersiach.
Uśmiechnął się raz jeszcze, ale zaraz mocniej zaparł się na ścianie, znow pieczołowicie marszczac czoło.
- Reki, dziękuję ci, że pomagałaś mi cały, ten czas i że jesteś dzis tu, obok.
Dziewczyna wytrzeszczyła wyzywająco oczy.
-Dlaczego mówisz jakby to było pożegnanie? Nie próbuj robić z siebie bohatera większego niż nim jesteś! - Skarciła go.
- Przepraszam... - uspokoił się na twarzy - Twój temperament zawsze mnie zadziwiał.
- I BĘDZIE ZADZIWIAŁ JESZCZE NIE RAZ! Tak jak i mnie twoj optymizm! Przeżyjemy wspólnie jeszcze setki przygód albo i miliony! Wiec błagam zamknij się i nie waż się wątpić.
- Reki... - Uniósł wzrok i ujrzał niezliczone oddziały wroga zaledwie kilkaset metrów przed nimi. Oddziały najpotężniejszej, zjednoczonej armii w dziejach ludzkości, która śmiała się na widok swojego lichego przeciwnika. - Nie wolno mi się poddać.
Zaniemowila na widok wojsk sojuszu.
Przed ich szereg wyszedł sam Przewodniczący Republiki i wskazał ręką na swoich przeciwników:
- Oto rebelia! Oto... Była... Rebelia! - Uniósł rece wysoko. - I Władcy wraz z nią spiskują, przeciw nam i przeciwko Stwórcy! Ale wybiła Ta godzina, w której to prawi ludzie pokonują ostatecznie, tych nikczemnych. - Odwrócił się przodem do swoich. - Armio zjednoczona, proszę przygotować całą, swą moc. Czas rozprawić się z rebelią i zakończyć ten, śmieszny bunt raz na zawsze.
Wszedł pomiędzy szeregi skupiające w strzałach swoje siły woli.
Wszyscy z nich byli pewni, że ta walka będzie ich ostatnią bitwą. Ostatnim zwycięstwem.
Reki położyła Komiemu ręke na ramieniu.
- W moim domu w Otenerze... - Wymamrotała - Pokój... W sensie, że dla ciebie. Pokaże ci dlaczego Kmiszanie tak kochają pustynie.
Komi zdawał się być nieobecny...
- Reki... Rebeko. - powiedział, ze znaną tylko im, powagą - Złote Piaski pustyni są dzis wolne dzieki tobie.
- Zrobimy to razem! Wygramy tą wojnę!
- Obiecaj mi... - wyszeptał, a z jego rąk zaczął bić żar. Po policzkach popłynęły łzy bólu, którego wcześniej nie doświadczył. - Nigdy nie płacz.
Zacisnął zęby, a oczy otworzyły mu się samoistnie. Blask, który się z nich wydobywał, odbijał się nawet w niewidzialnej ścianie, oddzielającej ich od utalentowanych łuczników zjednoczonej armii.
Reki spojrzała na niego przerażona, ale nie odsunęła się ani na krok, nawet gdy skóra z jego dłoni zaczęła się marszczyc i schodzić z jego palców.
- O Boże... Komi - Usłyszała swoje słowa. Było jej tak gorąco jak jeszcze nigdy wczesniej. Osunęła się na ziemie, a po niej kilka rzędów wojowników rebelii ktorych żar bijącym od Komiego zaczął dotykać poprzez zbroje.
Potężny napływ gorąca pozbawił Reki przytomności gdy usłyszała Komiego raz jeszcze "Nigdy nie bedziesz moja, Reki."
Brutalny wrzask "OGNIAAAA" rozległ się po drugiej stronie magicznej kurtyny i miliony strzał wystrzeliły w kierunku niewidzialnej tarczy.
W tym momencie ciało Komiego dosłownie wpadło w stworzone przez niego pole siłowe niczym w tafle wody. Złote światło rozświetliło pole siłowe, a
strzały, które uderzyły w kopułe znikały jedna po drugiej. Całe niebo z przepełnionego magicznymi pociskami stało się puste. Miliony strzał zniknęły.
Zanim ktokolwiek zdąrzył cokolwiek zrobić, tarcza zagrzmiała i złote strzały z niesamowitą prędkością zaczęły wylatywać z niej prosto w łuczników, którzy chwile wczesniej strzelali w tą niewidoczną przeszkodę. Nieświadomi tego, że przeszkoda ta, wszystkich ich pozbawi życia.
To faktycznie była ostatnia bitwa tej wojny, ale nikt nie spodziewał się, że to rebelia, a raczej jej resztki, odniosą sukces.
Jedni twierdza, że to co się stało to cud i wybawienie, inni ze to ludobójstwo. Ostatecznie zginęła w tej bitwie cała kilkumilionowa armia, a stratą wroga była dwójka ludzi- Komi i Reki, która na zawsze pogrążyła się w ciemności po tym, gdy straciła jedynego przyjaciela...

Komentarze

Prześlij komentarz