Adaptacje książek Kinga są przeważnie uznawane przez widzów za średnio udane. Pomijając „To”, a raczej jego remake z 2017, „Lśnienie”, „Skazanych na Shawshank” i „Zieloną Milę”. Oba „Smętarze dla Zwierzaków” były średnie, „Podpalaczka” „1408” i „Uczeń szatana” podobnie. „Sekretne okno” było nawet spoko, ale bez szału, „Mgła” z 2007 oraz „Misery” też. „W wysokiej trawie” było już słabe, a nawet nie wiedziałem, że King maczał w tym palce. Osobiście zarówno „Doktor sen”, jak i „To: Rozdział 2” oraz obie wersje „Carrie” były dla mnie fajne — nie rewelacyjne — ale warte obejrzenia. Podobała mi się za to bardzo „Mroczna wieża”, chociaż ludzie zmieszali ją z gównem. „1922” mi się już z kolei zupełnie nie podobało, tak samo jak „Mgła” z 2017. Osobiście obejrzałbym też filmy z serii „Dzieci kukurydzy”, ale znalezienie ich wszystkich jest praktycznie niemożliwe. „Łowcę snów” oglądałem, ale zupełnie nie pamiętam tego filmu, a to już dużo może mówić, o tym, jaki musiał być charakterystyczny. ...